Nauczycielka pianina - opowiadanie erotyczneТекст

Автор:Vanessa Salt
Читать фрагмент
Отметить прочитанной
Как читать книгу после покупки
Нет времени читать книгу?
Слушать фрагмент
Nauczycielka pianina - opowiadanie erotyczne
Nauczycielka pianina - opowiadanie erotyczne
− 20%
Купите электронную и аудиокнигу со скидкой 20%
Купить комплект за 207,62 166,10
Nauczycielka pianina - opowiadanie erotyczne
Nauczycielka pianina - opowiadanie erotyczne
Nauczycielka pianina - opowiadanie erotyczne
Аудиокнига
Читает Mirella Biel
138,47 130,16
Подробнее
Шрифт:Меньше АаБольше Аа

Vanessa Salt

Nauczycielka pianina
Opowiadanie erotyczne

LUST

Nauczycielka pianina

Tytuł oryginału

Pianolärarinnan

Przełożyła : Emil Chlabko

Copyright © 2018, 2019 Vanessa Salt i LUST

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726209792

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą LUST oraz autora.

Nauczycielka pianina
Opowiadanie erotyczne

– Natasha Romanova…

– Musisz się przedstawiać? – wybucha Gustaf po drugiej stronie telefonu. – To przecież ja!

Natasha wpatruje się w ekran telefonu. Twarz Gustafa o ostrych rysach świeci w jej stronę. Usta, które ledwo się uśmiechają, i cienkie wargi. Dlaczego wybrała akurat to zdjęcie?

– Ja… Jest przecież środek nocy…

– Tak, to nie ma znaczenia, koch… Nat. Poszło dobrze. To znaczy występ. Gdybyś się zastanawiała.

– Dlaczego miałabym mieć jakieś wątpli…?

– W komunikacie prasowym napisali o mnie jako o „wirtuozie z Północy”. Pierwszy z zimnej Szwecji w Carnegie Hall.

– Wspaniale.

– Ale słuchaj, muszę lecieć, to znaczy muszę iść spać. Jutro Boston calling, cha, cha.

– Symphony Hall?

– Taaak, właśnie, tak to się nazywa. No, to tymczasem, tęsknię za tobą, buziaki i śpij dobrze.

Jest piąta rano, a Natasha Romanova rzuca swojego iPhone’a Xs tak daleko na dużym łóżku, jak tylko ma odwagę. Nie wie, czy śni czy głos Gustafa nadal brzmi w telefonie.

Nie obchodzi jej to ani trochę. Zawsze tak było? Prawdopodobnie. Ale z początku było chyba inaczej? Przestań się oszukiwać.

Kręci się w łóżku. Zastanawia się, czy nie wstać, ale zmienia zdanie. Jest zimno. Lutowe słońce, jeśli w ogóle się pokazuje, nie daje rady ogrzać ogromnego mieszkania. Chłód przedostaje się przez ładne, ale słabo izolowane okna. Zawsze znajdzie się wymówka, by nadal mieszkać w apartamencie. Ładnie, ale niepraktycznie.

– A przecież wolimy to, co ładne, prawda, Nat? – jak zawsze mówi Gustaf, gdy ktoś komentuje zdecydowanie za dużą powierzchnię albo zimne podłogi.

– Secesja! – dodaje najczęściej dramatycznie. Zamaszystym ruchem dłoni pokazuje łukowate okna ze szczebliną w górnej części, półokrągły, biały piec kaflowy z motywem winorośli i sztukaterię nad drzwiami kasetonowymi, żeby na koniec wskazać fortepian marki Steinway stojący pośrodku jednego z salonów. Gustaf ma w zwyczaju mlaskać językiem i teatralnie wykrzykiwać:

– Tutaj człowiek wpada we właściwy nastrój, tutaj człowiek może tworzyć i się rozwijać. Dusza potrzebuje piękna. – Na koniec obejmuje Natashę i basowym głosem oznajmia: – W tym mieszkaniu będziemy żyć i tu umrzemy.

Nie jest przecież tak, że nie jestem już martwa. Czy w każdym razie półmartwa.

Inaczej było w Wilnie. Tam, gdzie dorastała. Oczywiście, że jako dziecko Rosjan była uprzywilejowana. Otrzymała najlepsze wykształcenie, chodziła do konserwatorium i rozkoszowała się życiem jako wielbiona celebrytka.

W zasadzie nie było tak trudno w małym Wilnie. Ale jednak. Lata były gorące, a zimny chłodne. Nie jak tutaj, w jeszcze mniejszej Uppsali, pobawionej charakteru i szarej.

Byłam co najmniej równie dobrą wirtuozką, co Gustaf. Nikt nie opanował utworów fortepianowych Franza Liszta tak jak ona. Na wszystkich pięciu koncertach, które dała w starej sali koncertowej w Wilnie, widownia była pełna.

Nie jest szczególnie duża… może siedemset miejsc. Potem rozpadł się Związek Radziecki. Jej rodzice wypadli z głównego nurtu i ciułali, udzielając prywatnych lekcji rosyjskiego, a ona musiała sprzedać swoje ukochane pianino. Trochę zbyt butnie oświadczyła wszystkim, którzy nadal dawali radę się z nimi zadawać, że doprawdy sam Liszt musiał tak zrobić. Taka to była pieprzona nędza.

Natasha obraca się w łóżku po za kolejny. Zimny pot pokrywa całe jej ciało jak ciasno przylegająca powłoka. Jej faliste włosy koloru lodowego blondu leżą splątane i rozrzucone na wszystkie strony po tym, jak warkocz został rozdzielony na części składowe. Ileż to razy nie wałkowała tego wszystkiego? Wie, jak to się zwykle kończy.

Gustaf miał występ w Wilnie w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym piątym, cztery lata po odzyskaniu przez Litwę niepodległości. Miała napisać recenzję do słabnącego rosyjskojęzycznego szmatławca, który miał trudności z wypłacaniem wynagrodzeń, a ona mogła nawet przeprowadzić wywiad z nową szwedzką gwiazdą nazajutrz po koncercie.

Najwyraźniej zrobiła na nim niezatarte wrażenie, ponieważ nalegał z zaproszeniem jej na kolację już tego samego wieczoru. Potem odwołał rezerwację podróży do domu i złożył wizytę rodzinie. Zobaczył ich ciasne mieszkanie i pił z ich poobtłukiwanych filiżanek do kawy.

To było takie uczucie, jakby mama i tata mnie sprzedawali. Ze smutnymi uśmiechami na wargach. Chociaż usłużnie wdzięczni. Ich córka będzie miała lepsze życie.

Natasha mocno zaciska powieki. Może wtedy zniknie obraz tego, jak rodzice patrzą na siebie i prawie niezauważalnie wzruszają ramionami. Nie, nie znika…

Natasha maca pod jedwabnymi poduszkami. Ostatnimi laty dużo było macania pod jedwabnymi poduszkami. Gdzie ma zwyczaj chować wibrator, gdy Gustafa nie ma w domu. Nie żeby któryś z jej uczniów gry na fortepianie mógł kiedykolwiek wejść czy w ogóle zajrzeć do sypialni, która znajduje się zaraz obok salonu z fortepianem. Zawsze dokładnie dba o to, by zamykać drzwi.

Chociaż jakbym zostawiła je uchylone? Dziś wieczorem, kiedy Dionysos przyjdzie. A może Christian? Nie zaśnie jednak ponownie. Po prostu to wie.

Kurde, o czym ja myślę? Wibrator jest długi i gruby. Wyraźne żyły i duża żołądź. Ładnie wyprofilowana moszna. Czarny. Cały w kolorze najczarniejszej czerni. Silikon lśni matowo w półmroku. Kocha go.

Ciągle pamięta, jak wywalczyła sobie wolne i z wielkimi okularami przeciwsłonecznymi na twarzy zaszła do Lustgården, miejskiego sex-shopu na Sankt Olofsgatan, gdy chodnik był pusty co najmniej dwadzieścia metrów przed nią i za nią.

Zawsze się czerwieni, gdy o tym myśli. Jak właścicielka sklepu entuzjastycznie włożyła baterie i paplała, jaki ten przyrząd jest przydatny. Przydatny! Jak go uruchomiła, kręcąc, i jak zabrzęczał niczym tysiąc uli w niewielkim sklepie. Dwie nastolatki w zachwycie chichotały za jej plecami, gdy kobieta wyjaśniała funkcje różnych programów i co robiły z organizmem. Czy orgazmem?

Natasha ogrzewa silikonowego fiuta obiema dłońmi, a myśli zaczynają znowu odpływać w kierunku Dionysosa. Dionysos… Co za imię. Równie dorodny, co bóg wina. Kręcone włosy i okrągłe policzki. Duże, brązowe oczy z długimi, kobiecymi rzęsami. Mimo pulchnych palców gra faktycznie jak bóg.

Niepojęte… Niepojęte, że ona, czterdziestopięciolatka, fantazjuje o z pewnością dwadzieścia pięć lat młodszym chłopcu. Bo przecież jest chłopcem. To znaczy w jej oczach. Chociaż… Dlaczego nie?

Włącza wibrator. W domu brzmi przyjemnie. Coś jakby maszyna do szycia. Albo mruczenie kota. Zastanawia się, jak też wygląda ten drętwy Christian. Właściwie… W porównaniu z Dionysosem…

Pozwala, by czarna żołądź wibrowała o wzgórek łonowy. Ma zwyczaj zaczynać w ten sposób. Program umożliwia równomierne rozchodzenie się po łonie drgań z wibratora, a twarda kość właśnie tam, pod skórą, pomaga. Wzmaga cudowność. Za zamkniętymi powiekami widzi, jak Dionysos powoli się rozbiera. Jedna warstwa ubrania po drugiej spada na podłogę. Uśmiecha się ostrożniutko i patrzy lękliwie w jej kierunku. Czekoladowobrązowe oczy błyszczą, gdy przygląda się jej nagiemu ciału. Potem odwraca się i zsuwa bokserki.

Jakie okrągłe pośladki… Prześwituje tam moszna, między sklepionymi udami. Bardzo niewiele włosów. Widzę nawet skórę pokrytą gęsią skórką.

Natasha wzdycha i przykłada wibrator bliżej łechtaczki. Jest już nabrzmiała z pożądania. Czarną silikonową żołędzią dokładnie okrąża guzik, po czym zamiast tego wodzi powoli wzdłuż warg sromowych. Najlepsze chce zachować na koniec.

Otwiera oczy i wpatruje się w sufit. Pośrodku umieściła wraz z Gustafem kryształowy żyrandol, który dostali od jego rodziców. Potworne bezguście. Gdyby miała się gapić tylko na niego, od razu straciłaby ochotę.

– Pomyśleliśmy, że będzie ładnie z kolorowymi kryształami zamiast starych i zwykłych – powiedziała teściowa. – Poza tym widzicie, że to nie kryształy, ale bardziej krople, dlatego uznaliśmy, że to byłby doskonały prezent dla nowożeńców. Cholera jasna… Weź się w garść!

Zamiast tego przesuwa spojrzenie na sztukaterię wokół mocowania. Rozeta sufitowa jest pełna małych cherubinów jedzących winogrona. Wszystko ma misterny wzór. Gdy się przygląda bez mrugania, wygląda to niemal tak, jakby tańczyły jeden za drugim w okręgu. Główki z gipsowobiałymi lokami i twarze z okrągłymi policzkami przypominają Dionysosa. Chociaż nie ich małe, pulchniutkie ciała. Bo kiedy prawdziwy Dionysos odwraca się znowu w fantazjach Natashy, gdy ona rozchyla wargi wibratorem i wprowadza żołądź oraz jeszcze trochę przyciska, stoi tak przed nią zupełnie nagi i z wielkim, paradnym wzwodem.

Och, Boże… Nigdy nie widziała czegoś takiego. Fiut zdaje się niemal za duży w stosunku do jego puszystego ciała. Wygina się w górę, żyły pulsują niebieskofioletowo wzdłuż trzonu, a żołądź… żołądź jest największa, jaką kiedykolwiek widziała. Połyskuje na niebieskofioletowo-czerwono przed jej oczami i wyciska się kropla, gdy przesuwa po niej napletek i go odciąga.

 

Duża część czarnego silikonowego fiuta jest już w jej wnętrzu. Przesuwa go w tę i z powrotem w tym samym tempie, w którym Dionysos sobie trzepie. Natasha mocno zaciska oczy i skupia się na pulchnych palcach, które otaczają trzon i poruszają się z równą prędkością. Słyszy niewyraźnie, jak plaska tam na dole, tak jest mokra. Na wpół zamroczonej z podniecenia udaje się jej jeszcze raz zmienić program wibratora. Teraz pulsuje i wydaje się, jakby wyciskał z niej całe wnętrze w płomiennym rytmie. Kurde, ale duży…

Scena niespodziewanie się zmienia, jak może się stać, gdy człowiek pozwoli szaleć fantazji i nie trzyma myśli na uwięzi. Niemal nieświadomie Natasha marszczy czoło. Napinają się jej brwi, a ona zaciska oczy. Bo Dionysos nie jest już sam.

Za nim pokazuje się dryblasowaty młodzieniec, który ukradkiem oplata ramionami pierś i brzuch Dionysosa. Sam Dionysos odchyla głowę na wąskie ramię i zdaje się rozkoszować. Natasha nagle spostrzega, kto to jest – Christian. Ale…

Jego wąska twarz jest obok twarzy Dionysosa, szerokiej i okrągłej. Christian też jest nagi, a jego sterczący fiut wystaje obok biodra Dionysosa. I jest co najmniej tak duży, jak jego. Może nawet większy. Albo dłuższy… Natasha nie jest pewna. Na pewno węższy, bo Christian jest cieniutki.

Wprowadza i wyprowadza z siebie wibrator coraz szybciej. Och, cipka… Zaraz będzie. Jeśli tak, będzie to pierwszy raz. Który się udaje z samą penetracją. Mimo to nie może się powstrzymać, by nie ugniatać guzika wolną ręką. Nigdy wcześniej nie podnieciła się bardziej fantazją erotyczną.

Że też jaram się dwoma młodymi facetami. Którzy się dotykają. Bo to robią. W jej marzeniu Christian zaczyna trzepać nabrzmiałego do twardości fiuta Dionysosa, podczas gdy ten robi to samo Christianowi. Stoją teraz obok siebie z rękami, które pieszczą i pociągają fiuta tego drugiego. Patrzą na siebie i zaczynają się całować. Natasha widzi, jak języki bawią się i tańczą wokół siebie jak małe węże.

Och… Spuść się na mnie! Nie wie, czy wystękuje to na głos czy to się dzieje tylko w jej myślach. Ale gdy zapalczywie pieści łechtaczkę i mocno posuwa wibratorem, pozwala im dojść sobie na brzuchu. Obaj odrzucają w tył głowy i wykrzykują coś bezgłośnie, podczas gdy spust za spustem kładzie się na niej długimi smugami. Odpuszcza sobie wszystko i pozwala, by przewalił się przez nią orgazm – jednocześnie tętni i kłuje, i się ściąga. Płomień koncentruje się w łechtaczce i wargach, które pulsują wokół czarnego fiuta. Czuje, jak jej soki wyciskają się na zewnątrz i obok, ciekną wzdłuż wibratora i robią na łóżku mokrą plamę. Są ciepłe, cała jest ciepła. Grzeje po klatce piersiowej i w górę po policzkach. Małe gwiazdki tańczą za jej ciasno zaciśniętymi powiekami. Trwa to na pewno jakąś minutę. Nie wie.

W końcu się rozluźnia i czuje, jak nadchodzi sen. Jak wstrząsa nią lekkie drgnięcie, tuż przed tym, jak ma zasnąć. Ostatnim wysiłkiem woli udaje się jej wyłączyć wibratora. Chociaż nie ma siły go wyciągnąć.

***

Gdy Natasha się budzi, wie tylko, że intensywnie śniła. Przelatują obrazy fortepianu. Potrząsa lekko głową, bo widzi cztery ręce. Albo widziała. Mimo wszystko był to sen. Cztery ręce grają raz szybko, raz wolno. To ręce mężczyzny, nieco grubsze niż kobiety. Jedna pulchna para należy do Dionysosa, druga jest szczuplejsza i bardziej żylasta. Czasami ich ramiona się krzyżują i grają nawzajem swoje oktawy. Ona zdaje się nad nimi unosić, z tyłu, i widzi, jak na siebie napierają.

Leży tak chwilę, zanim w końcu udaje się jej otworzyć oczy i rzucić okiem na radiobudzik. Jedenasta czterdzieści siedem. Šūdas!

Czasami tęskni za swoim językiem. Szwedzki był trudny do nauczenia. Nawet jeśli traktowała to jak wkuwanie nut albo uczenie się sekwencji symfonii, było to trudne. Teraz śni po szwedzku i tylko czasami klnie w myślach po litewsku.

Opada z powrotem na miękką poduszkę. Nagle czuje między udami coś twardego. Wtedy przypomina sobie swoją erotyczną fantazję. Sen musiał być kontynuacją. Czuje, jak policzki zaczynają jej płonąć, gdy tylko to sobie uświadamia. Dwóch uczniów. Młodych. I o dużych… Zakazany owoc!

Ma zupełnie sucho w ustach. Gdy oblizuje wargi, czuje, jakie są popękane. Jakby leżała i jęczała z otwartymi ustami przez cały ranek po… po wibratorze. Muszę przestać ich sobie wyobrażać. Zwłaszcza Dionysosa. Oczywiście przychodzi wieczorem? Ciekawe, kiedy jest kolej Christiana.

Myśli wirują, a wirują nie tylko wokół Gustafa, zauważała to coraz częściej w ciągu ostatniego roku. Nie spodziewała się, że tak będzie. Że mąż będzie wyjeżdżać prawie cały czas, odnosić sukcesy i rozwijać karierę. Podczas gdy ona jest niemal zamknięta w szklanym pałacu, który ma zarówno podłogi, ściany, jak i sufity, których nie można rozbić. Mordęga bez końca z obojętnymi dziećmi bogatych rodziców, którzy widzą własną rolę w potencjalnych sukcesach potomków. Przede wszystkim chcą zdobyć jakiś rodzaj kulturowej chorągwi, podczas gdy sami nie potrafią odróżnić steinwaya od bösendorfera. A tym bardziej Schuberta od Beethovena.

Natasha wzdycha i z przymusem wyciąga stopy z ciepłego łóżka. Zgorzknienie to wielki złodziej energii. Wie o tym.

***

Jest godzina szósta wieczorem i Natasha ostatni raz przeciąga po ustach szminką. Armani Neo Nude Ecstasy w kolorze brzoskwiniowego beżu, która kosztowała majątek. Ale brzoskwinia doskonale pasuje do jej lodowobiałej grzywki. Unosi głowę i wysuwa podbródek, gdy obserwuje rezultat w owalnym secesyjnym lustrze, które Gustaf zdobył w Wiedniu. Szczupła kobieca postać wyrywa się z wewnętrznej strony ramy i wdzięczy do wszystkich, którzy patrzą na swoje odbicie. Ma dobry smak, ten Gustaf. Trzeba mu to oddać.

Wygładza kilka zmarszczek na czarnej spódnicy i poprawia kremowobiałą bluzkę z jedwabiu. Głęboko w świadomości stawiała sobie raz za razem to samo pytanie: Dlaczego? Dlaczego stroję się dla ucznia? Dlaczego nie? – odpowiada mały diabeł na ramieniu.

Natasha czuje, jak łaskotanie powraca na myśl o tym, kto przyjdzie lada moment. Przeszywa aż do ud, a nawet cienkie pończochy z siateczki zapewniają jej delikatne doznania w miejscu, gdzie otaczają nogi na samej górze, blisko… Pukanie do drzwi sprawia, że podskakuje.

– Wejdź, jest otwarte – chrypi do drzwi.

– Przepraszam, że jestem trochę spóźniony, na zewnątrz było ślisko i… – Dionysos staje w holu i na nią patrzy. Wydaje się, jakby musiał się wysilić, by zamknąć usta. Ściąga z siebie czapkę i przeczesuje dłonią brązowoblond loki. Nie odrywając od niej wzroku, powoli rozpina budrysówkę, którą ma na sobie.

Natasha chrząka i wskazuje mosiężny wieszak, który jest właściwie prętem z rozkładanymi haczykami przykręconym do podłogi i ściany. To też coś, co Gustaf wylicytował na aukcji. Może z Pragi. Natasha nie pamięta dokładnie.

– Wiem – mówi cicho Dionysos. – Nie pierwszy raz tu jestem. – Uśmiecha się i wiesza wilgotną budrysówkę. Przekrada się zapach cytrusów, zastępując ten mokrej wełny. Chłopak pod spodem ma sweter robiony na drutach i zwykłe dresy. Opinają się i wzrok Natashy zostaje automatycznie przyciągnięty do zaakcentowanego krocza.

– Nie jest ci zimno w samych… dresach?

Dionysos otwiera usta jakby po to, by zaprotestować, ale szybko się odnajduje.

– Nie tam, mam pod nimi trochę więcej. – Śmieje się i omiata wzrokiem bluzkę Natashy. Ta lśni matowo w przyćmionym blasku ściennych lamp.

Brodawki zaczynają się napinać. Oj, musi być przecież widać. Natasha stara się, by nie dało się tego zauważyć.

– Widzę, że masz ze sobą nuty, tak? – Rzuca spojrzenie na skórzaną teczkę, którą uczeń trzyma pod pachą. – Co chciałeś dzisiaj przećwiczyć? Konkretnie? – Dalej nie zachodzi.

Uderza kołatka. Znowu. Dionysos wyciąga się automatycznie do klamki i otwiera, zanim Natasha w ogóle ma czas pomyśleć.

– Aha, to ty? – pyta w klatkę schodową.

– Wiesz, kim jestem? – Trochę za wysoki głos jak na długie, dryblasowate ciało, które należy do Christiana, odpowiada tak, że na zewnątrz rozlega się echo. O głowę wyższy niż Dionysos zagląda w kierunku Natashy. – To przecież dzisiaj? O szóstej? Przepraszam, jeśli jestem spóźniony, ale autobus z Kåbo wpadł w poślizg na kilku przystankach.

Ale co u lich… Natasha nie zdąża uporządkować myśli, nim Dionysos odpowiada swojemu koledze po muzycznym fachu.

– Widziałem cię kilka razy. Gdy wychodziłeś od naszej wspólnej nauczycielki fortepianu, która teraz zapisała nas razem, jak się zdaje. – Dionysos wygląda na lekko rozbawionego, przyglądając się Christianowi. Ten ma na sobie butelkowozielony płaszcz z lodenu i nieco znoszony kapelusz, który Natasha rozpoznaje tak dobrze. Dionysos napotyka jej spojrzenie i następuje między nimi porozumienie: Nic bardziej staro-maleńkiego nie chodzi w butach po mieście…

– Co?! – Christian patrzy na nich podejrzliwie. Przeciska się obok Dionysosa i wkracza do holu. – A tak w ogóle mam zdjąć kalosze na zewnątrz?

– Nie, nie, można wewnątrz. – Natasha próbuje nie spoglądać na Dionysosa, który trzyma rękę na ustach i patrzy w inną stronę. Pachnie bardziej wełną. I trochę skórą. – Musiała zajść jakaś pomyłka, ale musimy spróbować wykorzystać tę sytuację jak najlepiej. – Jest zachrypnięta i nie wie, czy ma się śmiać, czy płakać. To zaczyna przypominać moją fantazję…

– Tak, bo nie zamierzam teraz wracać. Muszę ćwiczyć przed Wyższą Szkołą Muzyczną. To znaczy przed egzaminem wstępnym. – Christian odwraca się do Dionysosa. – A ty jak długo grasz na fortepianie? Ciekawi mnie tylko, czy jesteśmy mniej więcej na tym samym poziomie.

– Słyszałeś o Juilliard School? – Dionysos nie musi udawać pewnego siebie. Jest taki i Natasha też to wie.

– Obaj będziecie…

– Tej w Nowym Jorku? – przerywa Christian.

Dionysos patrzy na niego badawczo.

– Właśnie, tam, gdzie chodził John…

– Williams? I Bernard Herrmann.

– Otóż to, czekaj, zobaczmy…

– Muzyka filmowa – mówi Christian – dla Alfreda Hitchcocka. Chociaż go zwolnił. Potem wrócił i stworzył muzykę między innymi do Taksówkarza… I jako hołd Tarantino zamieścił w Kill Billu to gwizdanie.

– Z Twisted Nerve? – Natasha wie, ale pozwala, by wypadło to jak pytanie.

– Kurde, ile wy wiecie. – Dionysos uśmiecha się do Christiana i wyciąga rękę. – Tam w każdym razie będę się starał o przyjęcie. Miło poznać.

– Cha, cha, no tak, zdaje się, że się odnaleźliście. – Natasha podchodzi do nich i kładzie im ręce na ramionach. – Wpadłam na pewien pomysł, gdy tak teraz zobaczyłam i usłyszałam was razem. – Robi krótką teatralną pauzę i patrzy to na jednego, to na drugiego. – Wiem, że z technicznego punktu widzenia jesteście na mniej więcej tym samym poziomie. To, co musicie ćwiczyć, to ekspresja. Uczucie. – Przyciska ręce. Ramiona Dionysosa są okrągłe i miękkie, a Christiana bardziej spiczaste. – Co powiecie na to, żebyśmy spróbowali utworu na cztery ręce?

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?
Купите 3 книги одновременно и выберите четвёртую в подарок!

Чтобы воспользоваться акцией, добавьте нужные книги в корзину. Сделать это можно на странице каждой книги, либо в общем списке:

  1. Нажмите на многоточие
    рядом с книгой
  2. Выберите пункт
    «Добавить в корзину»