Zdarzyło się w ToskaniiТекст

Автор:Lynne Graham
Из серии: Światowe życie
0
Отзывы
Читать фрагмент
Отметить прочитанной
Как читать книгу после покупки
Шрифт:Меньше АаБольше Аа

Lynne Graham
Zdarzyło się w Toskanii

Tłumaczenie:

Monika Łesyszak

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Dante Leonetti, międzynarodowy bankier, znany filantrop i hrabia di Martino dla tych, którzy przywiązują wagę do staroświeckich tytułów, zmarszczył brwi na wieść, że Marco Savonelli czeka przed biurem na przyjęcie. Musiało go sprowadzić coś ważnego. Jego przyjaciel z dzieciństwa niechętnie opuszczał swój gabinet lekarski na wsi, żeby przybyć do zatłoczonego, gwarnego Mediolanu.

Dante podejrzewał, że odwiedził go w sprawie planowanej akcji dobroczynnej. Ostatnio zbierali fundusze dla dziewczynki ze wsi, chorej na białaczkę, na sfinansowanie pionierskiej terapii w Stanach Zjednoczonych. Gdy Dante usłyszał o dramacie, natychmiast zaoferował, że pokryje wszystkie koszty. Marco zdołał go jednak przekonać, że należy zaangażować całą społeczność wioski w pomoc dla chorej. Zorganizowali już wiele imprez, podczas których zebrali tysiące euro. Jako finał akcji planowali wielki bal przebierańców w rodzinnym domu Dantego, Castello Leonetti. Dante wolałby wypisać czek niż pląsać w dziwacznym przebraniu niczym chłopczyk na przedszkolnej zabawie, ale uszanował punkt widzenia Marca i wyraził zgodę.

W tym momencie usłyszał sygnał telefonu. Westchnął ciężko, ale zerknął na ekran, żeby sprawdzić, czy podwładni z którejś filii nie ostrzegają o zagrażającym kryzysie. Lecz wiadomość nie przyszła z banku, tylko od aktualnej kochanki, pięknej Delli. Przysłała mu swoje zdjęcie. Skasował je natychmiast. Widok okazałego biustu nie zrobił na nim wrażenia. Znużyła go jej niewiarygodna próżność i chciwość. Nim wyszedł na spotkanie z przyjacielem, doszedł do wniosku, że najwyższa pora zakończyć romans.

Na widok krępego bruneta po trzydziestce oczy mu rozbłysły radością. Jowialny, zawsze wesoły Marco Savonelli stanowił przeciwieństwo swego poważnego kolegi. Lecz tym razem nie powitał go uśmiechem. Wyglądał na zatroskanego.

– Wybacz, że nachodzę cię w pracy… – zaczął niepewnie.

– Nie przepraszaj. Świetnie, że wpadłeś. Usiądź, napijemy się kawy – zaproponował Dante, wskazując wygodne siedzenia przy stoliku.

– Nie wyobrażałem sobie, że pracujesz w tak wytwornym otoczeniu – wyznał Marco, wyraźnie onieśmielony. – A ja myślałem, że osiągnąłem szczyt nowoczesności, gdy zainstalowano mi komputer.

– Zwykle nie opuszczasz pacjentów – zauważył Dante. – Co cię sprowadza? Czyżby ktoś zdefraudował pieniądze fundacji?

Prostolinijny, uczciwy Marco popatrzył na przyjaciela z przerażeniem.

– Uchowaj Boże! Właściwie… przyjechałem do Mediolanu na prośbę mamy, odwiedzić ciocię Serafinę. Pomyślałem, że skoro już tu jestem, nie zaszkodzi wstąpić na chwilkę…

– Naprawdę? – wtrącił Dante z niedowierzaniem, pewien, że to tylko pretekst.

– Mhm… Kiedy ostatnio rozmawiałeś z mamą? – spytał Marco po chwili niezręcznego milczenia.

– Dzwoni do mnie prawie codziennie – rzucił Dante od niechcenia, umykając wzrokiem w bok.

– Doskonale… Ale kiedy ostatnio ją odwiedziłeś?

Dante zesztywniał.

– Wyszedłem z założenia, że nowożeńcy wolą przebywać sam na sam ze sobą – przyznał z ociąganiem.

– Oczywiście, nawet w ich wieku – przytaknął mu Marco. – Wybacz moją bezpośredniość, ale ponieważ nigdy nie skomentowałeś jej powtórnego małżeństwa, odniosłem wrażenie, że jej decyzja cię zaskoczyła.

Dante pojął, że jeśli nie ponagli nazbyt taktownego przyjaciela, nie pozna celu jego wizyty w ciągu najbliższej godziny. Postawił więc na szczerość:

– Co więcej, przeraziła i zmartwiła, zwłaszcza wybór nowego życiowego partnera – wyznał prosto z mostu.

– Szkoda, że wcześniej o tym nie wspomniałeś – wytknął Marco.

– Z moim zmarłym ojcem przeszła przez piekło. Był wyjątkowym łajdakiem. Dlatego nie śmiem oceniać jej męża ani wtrącać się w jej życie. Zasłużyła na odrobinę szczęścia.

– Rozumiem.

Bajecznie bogata matka Dantego, Sofia, hrabina di Martino, przed dwoma miesiącami poślubiła biednego jak mysz kościelna bankruta, który podobno w przeszłości romansował na potęgę. Dante za bardzo ją kochał, żeby przysparzać jej zmartwień. Zatrzymał dla siebie wiadomości, które zebrał o ojczymie. Przyrzekł sobie, że interweniuje dopiero w momencie nieuchronnego kryzysu. Zachowanie dystansu drogo go jednak kosztowało. Mimo że młoda para zajęła jego zamek w oczekiwaniu na zakończenie remontu własnego domu kilka kilometrów za Mediolanem, nie zajrzał tam od dnia kameralnej ceremonii ślubnej, która przypieczętowała los jego matki.

Marco zacisnął usta.

– Dobrze byłoby, gdybyś wkrótce zajrzał do domu – stwierdził po dłuższej chwili.

– Dlaczego?

– Zwykle nie słucham plotek, ale jako długoletni przyjaciel uznałem, że powinienem cię ostrzec.

– Przed czym?

– Tam się dzieje coś dziwnego.

– Co?

– Doskonale znasz niespożytą energię twojej mamy. Tymczasem ostatnio zarzuciła działalność dobroczynną. Nie opuszcza zamku, nawet nie uprawia ogrodu.

– To rzeczywiście dziwne – skomentował Dante z niedowierzaniem.

– W dodatku zatrudniła młodą angielską sekretarkę, bardzo atrakcyjną i podobno miłą. Zastępuje ją na imprezach charytatywnych. Vittore często ją podwozi.

Dante znieruchomiał. Podwładni zwykle określali takie napięte milczenie mianem ciszy przed burzą. I rzeczywiście narastał w nim gniew. Wiedział, że starsi panowie często głupieją na punkcie młodych dziewczyn. Miał nadzieję, że małżeństwo jego matki rozpadnie się z innych powodów niż zdrada. Niewierność ojca Dantego przysporzyła Sofii Leonetti zbyt wielu cierpień, żeby Dante mógł spokojnie znieść podobną sytuację. Zacisnął pięści i skoczył na równe nogi.

– Czy mają romans? – spytał wprost.

– Trudno powiedzieć. Na razie to tylko podejrzenia, a wiadomo, jak często pozory mylą. Jednak kiedy zaprosili mojego ojca do zamku na obiad, zauważył na szyi tej panienki naszyjnik z brylantami, z pewnością wart wiele tysięcy euro.

Ojciec Marca, renomowany jubiler, potrafił bezbłędnie ocenić wartość biżuterii.

– Oczywiście mogła go odziedziczyć po przodkach – dodał.

– Czy to możliwe, żeby młodziutka pracownica biurowa posiadała tak cenny klejnot i w dodatku wywiozła go za granicę? Moim zdaniem to bardzo podejrzane – orzekł Dante.

Po wyjściu przyjaciela zachodził w głowę, jak wykorzystać usłyszane rewelacje. Na początek postanowił pojechać do domu i zobaczyć na własne oczy ową sekretarkę. Jeśli obserwacja potwierdzi jego podejrzenia, poradzi sobie z tą małą spryciarą.

Topsy ledwie powstrzymała ciężkie westchnienie, gdy najstarsza z sióstr, Kat, zamęczała ją kłopotliwymi pytaniami przez telefon. U kogo zamieszkała? Czy ktoś ją uwodzi? Czy zamyka na noc drzwi sypialni? Natrętne śledztwo uciszyło wyrzuty sumienia, że okłamała rodzinę co do miejsca i celu swojego pobytu we Włoszech. Mimo skończonych dwudziestu czterech lat i dyplomu z wyższej matematyki Kat traktowała ją jak dziecko. Podobnie jak środkowe bliźniaczki, Emmie i Saffy, nie raczyła zauważyć, że mała Topsy dorosła.

Kat zastępowała Topsy matkę, odkąd prawdziwa, Odette Taylor, wepchnęła najmłodsze córeczki do domu dziecka, żeby korzystać z wolności. Wszystkie trzy zawdzięczały najstarszej siostrze szczęśliwe dzieciństwo. Kat wystąpiła o opiekę prawną nad młodszym rodzeństwem, zabrała je do swojego domu w Krainie Jezior i wychowywała na własny koszt do osiągnięcia dojrzałości. Topsy do końca życia nie zapomni jej poświęcenia. Tym niemniej uciekła do Włoch i naopowiadała kłamstw jak zbuntowana nastolatka. Wmówiła rodzinie, że jedzie na przedłużone wakacje do koleżanki ze szkoły. Gabrielle chętnie potwierdziła, że zamieszkała w jej rodzinnym domu. Topsy miała nadzieję, że nigdy nie dojdzie do konfrontacji z jej rodziną.

Topsy stłumiła westchnienie. Nadopiekuńczość sióstr doprowadzała ją do pasji. Odkąd poślubiły wpływowych i bogatych mężczyzn, jeszcze pilniej śledziły poczynania najmłodszej. Choć bardzo je kochała, nie życzyła sobie, żeby szwagrowie załatwiali jej posady czy sprawdzali potencjalnych narzeczonych. Dawno straciła rachubę, ilu odpowiednich, bez wątpienia dokładnie prześwietlonych kawalerów jej przedstawiono. Tych, których sama wybrała, szybko traciła. Uciekali jak niepyszni przed nieodzowną inwigilacją klanu. Tych cierpliwszych interesowały głównie pieniądze i koneksje jej szwagrów. Rodzinka ostatecznie zniweczyła wszelkie szanse na dokonanie samodzielnego wyboru, przydzielając jej ochroniarza. Topsy straciła nadzieję na romantyczną miłość.

Na domiar złego na dwudzieste pierwsze urodziny dostała od mężów swoich sióstr pokaźną sumę, zdeponowaną w funduszu powierniczym. Twierdzili, że w ten sposób zapewniają jej niezależność. Czysta ironia! Przeklęte pieniądze, których nie chciała, ucieszyły tylko jej siostry. Uwięziły ją w obcym świecie, do którego nie należała. Szwagrowie zyskali pretekst, żeby jeszcze dokładniej sprawdzać każdego potencjalnego wielbiciela, czy nie leci na jej majątek.

Lecz nie tylko z tego powodu Topsy podjęła pracę w tym konkretnym domu w Toskanii. Gdyby jej bliscy poznali powody, dla których ich okłamała, wpadliby we wściekłość. Nikt by nie zrozumiał, dlaczego wyjechała do Włoch i udaje kogoś innego, niż jest. Lecz Topsy nie widziała świata w czarno-białych kolorach jak jej siostry, nie oceniała ludzkich uczynków w jednoznacznych kategoriach dobra i zła.

Kiedy odpowiedziała na ogłoszenie, nie uświadamiała sobie konsekwencji swojej decyzji. Szczera i prostolinijna, przed przyjazdem do Włoch nigdy w życiu nie skłamała. Już jako mała dziewczynka szybko spostrzegła, że kłamstwo ma krótkie nogi. Dlatego dręczyły ją wyrzuty sumienia, że oszukuje nie tylko rodzinę, ale i miłych, serdecznych chlebodawców. Oczywiście planowała wszystko wytłumaczyć w przyszłości, lecz gdyby spróbowała w tym momencie wyjawić swoje motywy, nikt by jej nie zrozumiał. A gdyby siostry wiedziały, do czego zmusiła ją matka w zamian za upragnioną informację, zapałałyby świętym oburzeniem. Topsy uznała jednak, że warto przystać na jej warunki, żeby poznać prawdę… o ile nie mydliła jej oczu. Niestety, dobrze wiedziała, że matce nie można wierzyć na słowo.

 

Na razie żyła w luksusie, w autentycznym średniowiecznym zamku, który należał do rodziny Leonettich od setek lat. Zachwycało ją piękno otoczenia, cieszyła ciepła, domowa atmosfera i serdeczność pracodawców. Zdecydowanie nie mogła narzekać na warunki życia.

Następnego dnia w późnych godzinach rannych po źle przespanej nocy, pełnej wyrzutów sumienia, Topsy wyszła ściąć róże do bukietu dla hrabiny. Ponieważ na lazurowym niebie jasno świeciło słońce, włożyła tylko podkoszulek i cienką, bawełnianą spódnicę. Vittore, niski, szczupły mężczyzna przed pięćdziesiątką, przemierzył rabatkę. Szczerze oddany świeżo poślubionej żonie, podał Topsy wspaniałą różę o intensywnie różowej barwie.

– To La Noblesse. Jej ulubiona odmiana – poinformował.

– Już je rozpoznajesz? Widzę, że pilnie studiowałeś atlas roślin ozdobnych – zauważyła z uśmiechem, wzruszona jego czułością wobec Sofii.

Vittore zaśmiał się serdecznie.

Gdy Dante wyszedł zza rogu, żeby wejść do zamku bocznym wejściem, zobaczył spektakularną scenę. Jego roześmiany ojczym wręczał różę drobnej brunetce. Nawet gdyby Marco nie zasiał niepokoju w jego duszy, ta zastanawiająca poufałość pomiędzy znacznie starszym panem domu a młodą pracownicą wzbudziłaby w nim podejrzenia.

– Vittore! – zawołał półgłosem, żeby zaznaczyć swoją obecność.

Ojczym znieruchomiał. Potem odwrócił się tak gwałtownie, że omal nie wpadł w krzaki, po czym znów zastygł w bezruchu.

– Dante… To Topsy – przedstawił ją z raczej wymuszonym uśmiechem. – Pomaga twojej mamie w działalności dobroczynnej.

Topsy zrobiła wielkie oczy na widok wysokiego, przystojnego bruneta, który nagle pojawił się, nie wiadomo skąd. A więc tak wyglądał uwielbiany jedynak Sofii, bezduszny, samolubny gbur, który zepsuł matce wesele swoją chłodną postawą i przedwczesnym wyjściem. Oczywiście widziała jego zdjęcie w salonie, ale dwuwymiarowy wizerunek nie wytrzymywał porównania z oryginałem.

Wyglądał oszałamiająco w nienagannie skrojonym, profesjonalnym garniturze i bez wątpienia szytych na miarę butach. Mierzył ponad metr osiemdziesiąt, co najmniej trzydzieści centymetrów więcej od niej. Lśniące zielone oczy pięknie kontrastowały z opalonym ciałem.

Topsy zaparło dech z wrażenia. Co w nią wstąpiło? Niemożliwe przecież, żeby pociągał ją człowiek, którego nie lubiła, zanim zdążyła osobiście poznać.

Dante z zaciekawieniem obserwował drobną brunetkę. Lśniące ciemne loki spływały obfitą falą niemal do talii. Miała duże oczy barwy miodu, złocistą cerę, kuszące różowe usta i twarz w kształcie serca. Mimo niskiego wzrostu jej figura przypominała posągi Wenus o obfitym biuście, smukłej talii i krągłych biodrach. Choć zawsze wolał szczupłe, wysokie blondynki, poczuł do niej pociąg.

Topsy wyciągnęła smukłą dłoń i przedstawiła się z szerokim uśmiechem. Dante uważnie obserwował jej twarz, bynajmniej niezaskoczony serdecznym powitaniem. Jakże inaczej mogłaby potraktować bogatego człowieka? Jeżeli rzeczywiście szukała zamożnego sponsora, stanowił o wiele lepszy cel niż Vittore. W tym momencie Dante doznał olśnienia. Przypuszczalnie Vittore dopiero rozważał możliwość uwiedzenia apetycznej brunetki. Gdyby już ją zaciągnął do łóżka, darowałby sobie takie naiwnie romantyczne gesty jak ofiarowanie róży. Gdyby wolny, znacznie bogatszy Dante okazał zainteresowanie, ochroniłby matkę przed zdradą, ponieważ ojczym straciłby wszelkie szanse u sekretarki żony.

– Twoja mama bardzo się ucieszy z twojej wizyty – zagadnęła Topsy po dopełnieniu powitalnych formalności.

– Znasz nasz język?

– I kilka innych. Moja najlepsza koleżanka ze szkoły była Włoszką. Ponieważ dzieliłam z nią pokój, przyswoiłam parę popularnych zwrotów.

– Masz spory zasób słownictwa. W jakich językach jeszcze mówisz?

– Po hiszpańsku, francusku i niemiecku. Żałuję, że nie opanowałam rosyjskiego i chińskiego, tak użytecznych w dzisiejszych czasach.

– Ze znajomością tych, które wymieniłaś, nie zginiesz w Europie.

– Zaprowadzę cię do matki – zaoferował nagle Vittore, ruszając ku kamiennym schodom na tyłach.

– A ja muszę zanieść kwiaty, zanim zwiędną – zawtórowała mu Topsy. Jej serce przyspieszyło rytm na widok wrogiego spojrzenia Dantego. W czym mu zawiniła? Czyżby poczuł do niej niechęć od pierwszego wejrzenia?

Dante zacisnął białe zęby. Wrócił do własnego domu. Nie widział matki od tygodni. Nie potrzebował ani przewodnika, ani towarzystwa. Vittore zerknął na niego przez ramię z przerażeniem ze szczytu schodów, co potwierdziło jego podejrzenia.

Gdy Vittore wkroczył do przytulnego saloniku, drobna, szczupła brunetka siedząca na sofie uśmiechnęła się na jego widok.

– Mam dla ciebie niespodziankę – oznajmił Vittore.

Chwilę później, gdy wszedł Dante, poderwała się z wygodnej sofy na równe nogi. Mimo że dobiegała pięćdziesiątki, nadal wyglądała młodo. Miała takie same zielone oczy jak jej syn.

– Dante! Dlaczego nie uprzedziłeś mnie o wizycie?

– Ponieważ obawiałem się, że będę musiał ją odwołać w ostatniej chwili – odparł. Ucałował matkę w policzek, potem ujął jej dłonie i popatrzył na nią uważnie. – Wyglądasz na zmęczoną. Bardzo pobladłaś – zauważył.

Widząc przerażoną minę chlebodawczyni, Topsy pospieszyła na ratunek:

– Twoja mama dwa tygodnie temu przeszła ciężką grypę. Jeszcze całkiem nie wydobrzała.

Hrabina ukradkiem obdarzyła ją ciepłym spojrzeniem z wdzięczności za wybawienie z opresji.

– O tak… okropnie mnie wymęczyła. Usiądź tu, Topsy – poprosiła, wskazując miejsce obok siebie.

– Nie, dziękuję, powinnam wrócić do pracy.

– Zrób sobie przerwę – zaproponował Vittore. – Zamówię nam kawę.

Kiedy Topsy zajęła miejsce obok Sofii, Dante z przykrością zauważył, że matka traktuje ją raczej jak ulubioną siostrzenicę niż jak podwładną. Najwyraźniej nie podejrzewała jej o nieczyste zamiary wobec męża. Vittore krzątał się wokół żony, jak przystało na oddanego męża. Zdaniem Dantego cała trójka odgrywała sielankowe przedstawienie na jego użytek. Tylko co matka miałaby przed nim ukrywać? Zawsze byli ze sobą mocno związani. Nagle ogarnęły go wątpliwości, czy właściwie ocenił sytuację.

ROZDZIAŁ DRUGI

Topsy wstała i przeszła do sąsiedniej garderoby, przyciąć łodygi róż w wodzie. Później otworzyła drzwi siwej gosposi, która wniosła tacę z kawą i ciastkami. Najwyraźniej potraktowała przybycie Dantego jak powrót syna marnotrawnego. Topsy pomyślała, że pewnie najchętniej zabiłaby cielę na jego cześć.

Wróciła na swoje miejsce w salonie, podczas gdy Vittore ustawiał stolik przed żoną, żeby mogła nalać kawę. Korzystając z zamieszania, Topsy ukradkiem obserwowała Dantego. Dziwiło ją, że lśniące, zielone oczy w oprawie długich rzęs robią na niej tak piorunujące wrażenie. W ogóle nie powinien jej się podobać. Arogancki, władczy, w idealnie skrojonym urzędowym garniturze przypominał jej potężnych szwagrów. Tacy ludzie zwykle oceniali innych według zasobności portfela. Gdyby ojczym posiadał majątek i władzę, niewątpliwie powitałby go w rodzinie z otwartymi ramionami. Nie rozumiała, jak można nie lubić kogoś tak miłego i łagodnego jak Vittore Ravallo.

Tym niemniej choć Dante stanowił jego przeciwieństwo, oczy same za nim podążały. Pożerała wzrokiem prosty nos, mocny zarys szczęki z cieniem świeżego zarostu, szerokie ramiona, muskularny tors i długie, smukłe uda. Nie rozumiała samej siebie. Przywykła przecież do widoku pociągających mężczyzn. Wszystkie jej siostry wyszły za przystojniaków. Najgorsze, że rozpalona wyobraźnia podsuwała jej zgoła niestosowne wizje. Spróbowała sobie wyobrazić, czy równie atrakcyjnie wyglądałby bez ubrania!

Gdy Dante zwrócił ku niej głowę, spłonęła rumieńcem i spuściła wzrok jak uczennica. No, niezupełnie, ponieważ zatrzymała go w zgoła nieodpowiednim miejscu: na wyraźnej wypukłości w okolicy lędźwi!

– Przepraszam! – Dante nagle wstał, podszedł do okna i otworzył je.

Nigdy nie przypuszczał, że pokusa może przyjść w tak niepozornym opakowaniu jak krągłe kształty niziutkiej Topsy Marshall. Oczu nie mógł oderwać od twardych sutków, sterczących przez cienki materiał podkoszulka. Choć w niczym nie przypominała dojrzałych, wyrafinowanych piękności, w jakich gustował, obudziła w nim palące pożądanie.

– Czy źle się czujesz, Dante? – spytała jego matka.

– Za gorąco mi – wymamrotał z ociąganiem. – Czy nie mielibyście nic przeciwko temu, żebym poszedł zobaczyć, jak postępują prace remontowe w waszym domu? Potrzebuję świeżego powietrza.

– Dobrze, idź. Najlepiej, jak weźmiesz ze sobą Topsy. Niech sprawdzi, czy odnowili kuchnię według moich wskazówek. Nie wiem, co bym bez niej zrobiła. Ostatnio miałam tak wiele na głowie.

Dante zerknął przelotnie na Topsy.

– Pójdziemy, jak dokończymy kawę – zaproponował.

Topsy zesztywniała. Zdecydowanie wolałaby odwiedzić Casa di Fortuna w towarzystwie Vittorego. Nie śmiała spojrzeć na Dantego, żeby znów nie rzucił na nią uroku. Na próżno tłumaczyła sobie, że to niezdrowe, powierzchowne zauroczenie człowiekiem, z którym na pewno nie znalazłaby wspólnego języka. Nie potrzebowała dodatkowych komplikacji. Miała nadzieję, że wpadł do matki z krótką wizytą i niebawem straci go z oczu. Wiedziała, że spędza niewiele czasu w Toskanii. Wolał gwarny, ruchliwy Mediolan.

Słuchała w milczeniu najnowszych nowinek. Sofia opowiadała o gościach, którzy ostatnio odwiedzili zamek. Mówiła o sprawach domowych, ignorując pytania syna na temat rzekomej grypy. Jakąż zawikłaną sieć musimy pleść, gdy raz zaczniemy kłamać, pomyślała Topsy. Słowa sir Waltera Scotta doskonale pasowały do całej trójki. Zarówno ona, jak i Sofia, i Vittore mieli swoje sekrety przed Dantem. Jego mina świadczyła o tym, że zdaje sobie sprawę, że coś przed nim ukrywają.

Dlaczego wkroczyła do jaskini lwa, nie pomyślawszy, ile jej kłamstwa mogą kosztować innych? Starsze od niej bliźniaczki przeszły do porządku dziennego nad tym, że ojciec zapomniał o ich istnieniu, kiedy rozwiódł się z matką i poślubił inną.

Ojciec Topsy nie wziął ślubu z jej matką. Topsy bardzo zależało, by poznać jego tożsamość. Przez większą część życia wierzyła, że spłodził ją przystojny południowoamerykański gracz w polo nazwiskiem Paolo Valdera. Spotkała go kilka razy, gdy odwiedzał Londyn. Dzwonił z życzeniami świątecznymi i urodzinowymi. Mimo że uznał ją za córkę, wykazywał niewiele większe zainteresowanie niż matka. Gdy skończyła osiemnaście lat, Paolo odkrył, że jest bezpłodny i zażądał testu DNA. Wynik badania wykluczył jego ojcostwo.

Topsy wiele zrobiła, żeby wyciągnąć prawdę od matki, która w końcu wymieniła nazwisko Vittore. Podjęła pracę u Sofii przede wszystkim po to, żeby go osobiście poznać. Zdeterminowana w dążeniu do celu, nie zadała sobie trudu, by rozważyć konsekwencje wybuchu takiej bomby, jak nagłe pojawienie nieślubnej córki. Ponieważ z czasem polubiła męża chlebodawczyni, nie śmiała go poprosić o zrobienie testu DNA, żeby mu nie zaszkodzić. Zresztą obecnie miał ważniejsze problemy, więc nie chciała przysparzać strapień jego żonie.

Dante wstał.

– Idziemy – zarządził.

– Sprawdź, czy w kuchni zrobili wszystko, jak należy – poprosiła Sofia.

– Nie poszłabyś z nami? – zaproponował Dante.

– Nie znoszę zapachu farby.

Cierpiała też ostatnio na chorobę lokomocyjną, dlatego Topsy chętnie wyręczała ją w różnych obowiązkach, żeby odzyskała siły. Podążyła więc za Dantem ku tylnemu wyjściu, gdzie już podstawiono mu jedno z jego drogich aut, pagani zonda.

Zahir, mąż Saffy, też kupił sobie taki sportowy wóz, chociaż jako król państwa Maraban nad Zatoką Arabską przypuszczalnie nigdy nie miał okazji osobiście go prowadzić. Ale cóż, dorośli chłopcy lubią luksusowe zabawki, pomyślała Topsy, w pełni świadoma, jaka przepaść dzieli ją od Dantego. Nie imponowały jej symbole luksusu, ale też odkąd Kat wzięła ją do siebie, niczego jej nie brakowało. Jako najmłodsza z rodzeństwa była rozpieszczana. Doszła do wniosku, że musi opuścić rodzinę, żeby wreszcie dorosnąć.

 

– Podobno Vittore często cię podwozi – zagadnął Dante nieoczekiwanie.

– Tak, ponieważ nie umiem prowadzić.

– To chyba bardzo utrudnia pracę?

– Trochę – potwierdziła zgodnie z prawdą, gdy wyjechali przez bramę za stare mury twierdzy. – Ale twoja mama podczas rozmowy kwalifikacyjnej nie wymagała prawa jazdy.

– Musisz się nauczyć – zasugerował Dante. – Załatwię wszystkie formalności.

– Nie chcę więcej próbować. Kilkakrotnie oblałam egzamin.

– Ile razy?

– Sześć. Brak mi koordynacji i orientacji przestrzennej. Każdy ma jakieś słabe strony. Ja ze swoimi potrafię żyć.

Dante nie dał za wygraną. Postanowił wykorzystać przynajmniej jedną możliwość rozdzielenia jej z Vittorem.

– Każdy idiota potrafi jeździć. Nauczę cię – nalegał niezmordowanie.

– Nie, dziękuję.

– To nie jest propozycja, tylko polecenie służbowe. Musisz prowadzić samochód, żeby należycie wykonywać obowiązki.

Topsy o mało nie zaklęła na taki pokaz arogancji. Wbiła wzrok w przednią szybę i obserwowała wspaniałą scenerię. Właśnie zjeżdżali ze wzgórza w dolinę otoczoną kształtnymi cyprysami, poprzecinaną zielonymi szeregami winorośli.

– Nie pracuję u ciebie, tylko u twojej matki – przypomniała, gdy nieco uspokoiła wzburzone nerwy. – Nie muszę wykonywać twoich rozkazów.

Gniewna mina Dantego świadczyła o tym, że rzadko napotykał na opór niżej postawionych osób. Gdy zerknął na nią przelotnie, oczy mu dziwnie rozbłysły. Topsy wstrzymała oddech i odruchowo poprawiła spódnicę.

– Co cię kwalifikuje do tej pracy? – zapytał.

Uprzejme pytanie przeraziło ją bardziej, niż gdyby ją skrzyczał.

– Doświadczenie w działalności dobroczynnej, umiejętność werbowania ochotników i organizacji przyjęć – odpowiedziała zgodnie z prawdą.

Podczas długich wakacji w Marabanie pomagała jednej z bliźniaczek, Saffy, która jako żona władcy zajmowała się działalnością dobroczynną. Pracowała też społecznie razem z Kat.

– Znam również język, jestem wszechstronna i duma nie przeszkadza mi wykonywać każdego zadania, jakie mi zlecą – dodała. – Praktycznie pełnię funkcję gońca. Nadzoruję też prace remontowe w nowym domu. Twoja mama dokładnie zaprojektowała wygląd każdego pomieszczenia. Przygotowuję również bal przebierańców.

– Zrozum moje zdziwienie. Mama nigdy wcześniej nie potrzebowała nikogo do pomocy.

– Ale ostatnio rozwinęła działalność dobroczynną. Ponieważ przybyło też pracy w ogrodzie, a chciałaby więcej odpoczywać i przebywać z mężem, zatrudniła jeszcze dodatkowego ogrodnika.

– Znam swoją matkę – odburknął Dante.

Nie za bardzo, pomyślała Topsy. Według jej oceny nie należał do kręgu na tyle zaufanych osób, żeby wyjawić sekret, który przewrócił poukładany świat Sofii do góry nogami. Nie widziała powodu, żeby go zdradzać. Dobra, miła hrabina zasługiwała na lojalność.

Casa di Fortuna, solidna, kamienna budowla, stała na szczycie wzgórza w otoczeniu ogrodów. Dawniej zajmował ją zarządca, lecz odkąd zbudował własny dom, Sofia postanowiła zaadaptować ją dla siebie i męża. Liczne ciężarówki i furgonetki z materiałami budowlanymi na podjeździe zapowiadały obecność ekipy remontowej.

Dante wysiadł z auta. Topsy poszła w jego ślady. Jego imponująca sylwetka wciąż ją zadziwiała. Ledwie wkroczyli do holu, wyszedł im naprzeciw właściciel firmy budowlanej, Gaetano Massaro. Z szerokim uśmiechem powitał najpierw Topsy, a potem Dantego.

Obaj panowie znali się dobrze, ponieważ Gaetano współpracował przy zbieraniu funduszy na leczenie dziewczynki z białaczką. W przestronnej kuchni Topsy wyciągnęła telefon komórkowy, żeby zrobić zdjęcia dla Sofii. Na jej prośbę położono glazurę w innym kształcie i barwach niż pierwotna. Hrabina przywiązywała wielką wagę do szczegółów. I nic dziwnego. Jako siedemnastolatka została żoną i matką. Po przeprowadzce do rodzinnego domu małżonka nie wolno jej było dokonywać żadnych zmian. Uważała więc Casa di Fortuna za swój pierwszy prawdziwy dom. Topsy słyszała, że jej pierwszy mąż, bezwzględny despota, rządził w domu twardą ręką.

Szef ekipy remontowej zabrał Topsy do garderoby, by pokazać podświetlane lustra. Na wszelki wypadek również je sfotografowała. Później przystanęła w drzwiach i obserwowała wymianę zdań pomiędzy Gaetanem a Dantem. Znacznie niższy, szczupły Gaetano wyglądał przy nim jak chłopiec. Trzy dni temu jednak Topsy uznała go za wystarczająco atrakcyjnego, by przyjąć zaproszenie na kolację. Bardzo polubiła tego sympatycznego człowieka. Nie wymagała, żeby przyspieszał jej puls i podnosił temperaturę.

Dante przemierzył hol.

– Pokaż mi parter – rozkazał.

Za jego plecami Gaetano przewrócił oczami z udawanym zgorszeniem, gdy odrzucił jego ofertę oprowadzenia po domu. Topsy zaczerwieniła się. Ruszając w stronę otwartej przestrzeni salonu przerobionej z kilku pokoi, zbierała odwagę, żeby bez zakłopotania spojrzeć mu w oczy. Szklane drzwi, sięgające od podłogi do sufitu, wychodziły na taras.

– Wygląda bardziej współcześnie, niż oczekiwałem – orzekł Dante. – Wyobrażałem sobie, że odtworzą styl lat osiemdziesiątych.

– Sądzę, że twoją mamę znużyła przeszłość, dlatego szuka inspiracji w przyszłości – odparła Topsy, otwierając za pomocą pilota oszklone drzwi. – Zaprojektowanie nowego wystroju wymagało wiele pracy – dodała.

– Jaki udział w tym przedsięwzięciu miał Vittore?

– Bardzo niewielki – odparła ze śmiechem, wychodząc na zewnątrz. – Nie interesuje go architektura wnętrz. Poza tym zdaje sobie sprawę, że twoja mama marzyła o samodzielnym urządzeniu własnego domu, więc nie chciał jej psuć przyjemności swoimi sugestiami.

– Wygląda na to, że masz o nim bardzo dobre zdanie – skomentował Dante z wyraźną dezaprobatą w głosie.

– Tak. Do tej pory nie zobaczyłam ani nie usłyszałam nic, co by zmieniło moją opinię na jego temat – wyjaśniła zgodnie z prawdą, choć negatywne nastawienie Dantego do ojczyma nieco zbiło ją z tropu.

Jeszcze bardziej onieśmieliło ją spojrzenie lśniących, zielonych oczu, gdy stanął w pełnym słońcu. Odstąpiła krok do tyłu, lecz zdążył wyciągnąć ręce i złapać ją za ramiona. Topsy zaparło dech w piersi.

– Co robisz? – wydyszała, gdy powoli przesuwał dłonie w dół, ku nadgarstkom.

– To, czego pragnąłem, od kiedy cię pierwszy raz ujrzałem – wyszeptał, przypierając ją do chłodnej ściany. – Spróbować, jak smakujesz.

– O nie! Wielkie dzięki! – wymamrotała, desperacko walcząc z własną słabością.

– Twoje spojrzenie mówi co innego – zaprotestował z drwiącym uśmieszkiem.

Zanim Topsy ochłonęła po szoku, wycisnął na jej ustach tak zachłanny, namiętny pocałunek, że zapomniała o całym świecie. Rozpalił w niej taki ogień, że nieświadomie zarzuciła mu ręce na szyję, wplotła palce w gęste włosy i oplotła go nogami. Z lubością chłonęła świeży, męski zapach z nutą mydła i wody kolońskiej.

– Jesteś o wiele za niska, żeby robić to na stojąco – jęknął Dante.

Jego słowa podziałały jak kubeł zimnej wody.

– Puść mnie! – krzyknęła, przerażona i zawstydzona, że uznał ją za łatwą zdobycz. – To niedopuszczalne! – dodała, nerwowo poprawiając podciągniętą spódnicę.

– Czy to kategoryczna odmowa, czy oznacza tylko: „nie tutaj i nie teraz”?

– Ani teraz, ani nigdy! Pracuję dla twojej mamy. Nie zaaprobowałaby takiego zachowania!

– Daję słowo, że dawno przestało ją obchodzić, z kim sypiam.

Urażona jego lekceważącym traktowaniem, Topsy odeszła na sztywnych nogach na koniec patia skąpanego w palących promieniach słońca.

– Nie zamierzam iść z tobą do łóżka, więc nie trać czasu na działania, które donikąd nie zaprowadzą – ostrzegła z urazą.

– Zabiorę cię dziś wieczór do Florencji. Zjemy razem kolację – nie dawał za wygraną Dante.

– Jestem już z kimś umówiona – wyznała Topsy, podnosząc na niego wzrok mimo ogromnego zakłopotania.

Zdziwiona mina Dantego jeszcze bardziej zbiła ją z tropu.

– To odwołaj randkę – doradził, zachodząc w głowę, czy planowała potajemne spotkanie z Vittorem. Chyba nie wyobrażała sobie, że owinie sobie wokół palca dwóch mężczyzn z jednej rodziny?

Купите 3 книги одновременно и выберите четвёртую в подарок!

Чтобы воспользоваться акцией, добавьте нужные книги в корзину. Сделать это можно на странице каждой книги, либо в общем списке:

  1. Нажмите на многоточие
    рядом с книгой
  2. Выберите пункт
    «Добавить в корзину»