Jej portret. Najpiękniejsze wiersze i piosenki Текст

Автор:Jonasz Kofta
0
Отзывы
Читать фрагмент
Как читать книгу после покупки
Шрифт:Меньше АаБольше Аа

Copyright © Jaga Kofta i Piotr Kofta, 2012

Koncepcja książki oraz wybór wierszy

Marek Włodarski

Korekta

Anna Godlewska

Projekt okładki

Michał Poniedzielski

Ilustracja na okładce

© Ryszard Okoński/PAP

ISBN 978-83-8169-787-3

Warszawa 2019

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02–697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Kochać znaczy żyć

Obudzić się ze snu

Przeciw wiatrom iść

Aż do utraty tchu

Trzeba marzyć

Żeby coś się zdarzyło

Żeby mogło się zdarzyć

I zjawiła się miłość

Trzeba marzyć

Zamiast dmuchać na zimne

Na gorącym się sparzyć

Z deszczu pobiec pod rynnę

Trzeba marzyć

Gdy spadają jak liście

Kartki dat z kalendarzy

Kiedy szaro i mgliście

Trzeba marzyć

W chłodnej, pustej godzinie

Na swój los się odważyć

Nim twe szczęście cię minie

Trzeba marzyć

W rytmie wiecznej tęsknoty

Wraca fala do plaży

Ty pamiętaj wciąż o tym

Trzeba marzyć

Żeby coś się zdarzyło

Żeby mogło się zdarzyć

I zjawiła się miłość

Trzeba marzyć

Co to jest miłość

Co to jest miłość

Nie wiem

Ale to miłe

Że chcę cię mieć

Dla siebie

Na nie wiem

Ile

Gdzie mieszka miłość

Nie wiem

Może w uśmiechu

Czasem ją słychać

W śpiewie

A czasem

W echu

Co to jest miłość

Powiedz

Albo nic nie mów

Ja chcę cię mieć

Przy sobie

I nie wiem

Czemu

Jej portret

Naprawdę jaka jesteś

Nie wie nikt

Bo tego nie wiesz

Nawet sama ty

W tańczących wokół

Ciemnych lustrach dni

Rozbłyska twój

Złoty śmiech

Przerwany wpół

Czuły gest

W pamięci składam wciąż

Pasjans z samych serc

Naprawdę jaka jesteś

Nie wie nikt

To prawda niepotrzebna

Wcale mi

Gdy nie po drodze

Będzie razem iść

Uniosę twój

Zapach snu

Rysunek ust

Barwę słów

Niedokończony

Jasny portret twój

Uniosę go

Ocalę wszędzie

Czy będziesz przy mnie

Czy nie będziesz

Talizman mój

Z zamyśleń nagłych twych

I rzęs

Obdarowany

Tobą, miła

Gdy powiesz do mnie kiedyś

Wybacz

Przez życie pójdę

spoglądając wciąż wstecz

Naprawdę jaka jesteś

Nie wie nikt

To prawda niepotrzebna

Wcale mi

Gdy nie po drodze

Będzie razem iść

Uniosę twój

Zapach snu

Rysunek ust

Barwę słów

Niedokończony

Jasny portret twój

Samba przed rozstaniem

Nie, nie możesz teraz odejść

Kiedy cały jestem głodem

Twoich oczu, dłoni twych

Mów, powiedz, że zostaniesz jeszcze

Nim odbierzesz mi powietrze

Zanim wejdę w wielkie nic

Nie, nie możesz teraz odejść

Jestem rozpalonym lodem

Zrobię wszystko, tylko bądź

Bądź, zostań jeszcze chwilę, moment

Płonę, płonę, płonę, płonę

Zimnym ogniem czarnych słońc

Nie, nie możesz teraz odejść

Popatrz, listki takie młode

Nim jesieni rdza i śmierć

Bądź – proszę cię, na rozstań moście

Nie zabijaj tej miłości

Daj spokojnie umrzeć jej

Wakacje z blondynką

To była

Blondynka

Ten kolor włosów tak zwą

Sprawiła

Że miałem

Wakacje koloru blond

Popołudniową

Godziną

Spotkałem po prostu ją

Dziewczynę

Z bursztynu

Na wydmach koloru blond

A potem słońce, plaża

A czas

Obok sobie biegł

I zamiast kalendarza

Co dzień

Jej przybywał pieg

Jeden pieg

Tych piegów było

Trzydzieści

A może trzydzieści dwa

W tym czasie

Się mieści

Blondynka, plaża i ja

To staje się prawdziwe

Kiedy

Pozostaje w nas

Jej płowozłotą grzywę

Co noc

Wichrzy ciepły wiatr

W moich snach

To była blondynka

Ten kolor włosów tak zwą

Sprawiła

Że miałem

Wakacje koloru blond

Kochać znaczy żyć

Kochać znaczy żyć

Oglądać z tobą świat

Wszystko albo nic

O taką stawkę gram

Kochać znaczy żyć

I pobiec razem przez deszcz

Tam gdzie chcesz

Gdzie tylko chcesz

Kochać znaczy żyć

Obudzić się ze snu

Przeciw wiatrom iść

Aż do utraty tchu

Kochać znaczy żyć

I patrzeć w słońce do łez

Cały świat

Tak blisko jest

Poszum traw

Fiolet bzów

Miasta gwar

I cisza przemilczanych słów

Zieleń drzew

Wielki śpiew

To wszystko w tobie jest

Gdy kochasz

Kiedy wiesz

Kochać znaczy żyć

Nie więcej i nie mniej

Wszystko albo nic

W tych słowach mieści się

Kochać znaczy żyć

I więcej dawać, niż brać

Piękny świat

Jest tego wart

Kochać znaczy żyć

Z nadzieją witać świt

W gęstym lesie dni

Na swoją drogę wyjść

Kochać znaczy żyć

Rozumieć wszystko bez słów

Zbudzić się

Z długiego snu

Wieje wiatr

Upadł liść

Kwitnie kwiat

A my szczęśliwi właśnie dziś

Rośnie w nas

Wielki śpiew

Bo już czujemy, rozumiemy

Że tak

Jest

Najpiękniejsze miłości

Najpiękniejsze są miłości, których nie ma

Które jutro może przyjdą albo nie

Najpiękniejsze są miłości, których nie ma

Światło z nieba nie wiadomo jak i gdzie

Najpiękniejsze są miłości niewiadome

Nie wiadomo kiedy, gdzie, dlaczego, jak

Niewiadome może wyjść zza rogu domu

Więc się nie zdziw, kiedy ciebie porwie wiatr

I jak długo jeszcze będziesz na nią czekał

Może tydzień, może miesiąc, może więcej

Wszystko jedno co się stanie, najpiękniejsze jest czekanie

Uwierz w prawdę wyśpiewaną w tej piosence

Najpiękniejsze są miłości, których nie ma...

Tylko kiedyś, może jutro, może dalej

Coś się zmieni, może ci przybędzie lat

I obejrzysz się przez ramię, powiesz, że piosenka kłamie

Mówi pamięć, że nieprawda, że jest tak:

Najpiękniejsze są miłości, które były

Są jak stare wino, kiedy płynie czas

Najpiękniejsze są miłości, które były

Taka chwila przyjdzie na każdego z nas

Najpiękniejsze są miłości przedawnione

Dnia któregoś stwierdzisz taki prosty fakt

Może trochę brak ci siły

Może świat nie taki miły

I już nie chcesz, by cię porwał wiatr

Pytasz mnie o to, jak żyłem

Pytasz mnie o to, jak żyłem

Póki cię nie spotkałem

Sam nie wiem, jaki byłem

Myślałem, kochałem, spałem

Taki sam byłem i inny

Nie jesteśmy na szczęście niezmienni

Mam jeszcze przed tobą, miła

Kilka niewielkich tajemnic

Wiesz o mnie prawie wszystko

Nie wszystko, ale prawie

Jest jeszcze kilka zwierzeń

Które na potem zostawię

Nie znaczy to, że nie wierzę

W szczerość bez niedomówień

Ale już taki jestem

Od razu nie umiem

Wiesz, że będziemy razem

To przecież wiele zmienia

Rzeczy, które dziś ranią

Jutro są bez znaczenia

Pytasz mnie o to, dlaczego

Nie wszystko ci wytłumaczę

Robią zbyt wiele złego

Słowa, co nic już nie znaczą

Minione chwile i sprawy

Wygasłe miłości i słońca

Nie bądźmy naiwnie ciekawi

Bo się zranimy niechcący

Fale Amuru

– Już nic

Nie ma w nas

To ostatni nasz walc

Raz,

Jeszcze raz

To już koniec

– Nie wszystko

Stracone

– Nie

Dobrze wiesz,

Że skończyła się gra

Zrozum

– Nie uwierzę w to

To fałszywy krok

– Nie mów

Już nic nie mów

Tylko tańcz

– Walc się kończy, ja odchodzę

– Nigdy z tym się nie pogodzę

Powiedz mi do kogo

– Idę swoją drogą

 

Już nie pytaj

Tylko tańcz!

– Dlaczego

Pyta rozpacz i gniew

– Nic z tego

Nie zrozumiesz, o nie

Jestem odmieniona

Unieś mnie w ramionach

I nie pytaj

O nic mnie

– Walc się kończy, mnie nie będzie

– Będę szukał, szukał wszędzie

Niebo, piekło

Może księżyc

Może los

– Walc się kończy, mnie nie będzie

– Będę szukał, szukał wszędzie

– Jestem odmieniona

Unieś mnie w ramionach

I nie pytaj

O nic mnie

Taką cię wymyśliłem

Jesteś tu przy mnie

Noc się chyli

Nad ranem bywa nieprawdziwie

Jesteś tu przy mnie

Trochę cię dziwi,

Że ja niczemu się nie dziwię

A znamy się od godzin pięciu

Nieprawda!

Czy się nie domyślasz,

Że zagarnąłem cię pamięcią

Na długo przed tym, zanim przyszłaś?

Taką cię wymyśliłem

Gdy okno bielało nad ranem

Wszystkie w tobie zmieściłem

Wiersze nienapisane

Najlepiej jak umiałem

Z każdym uśmiechem, gestem

Tylko nie przewidziałem

Że jesteś

Taką cię wymyśliłem

Nad stołem zalanym winem

Gdy twoje zdrowie piłem

W niejedną szarą godzinę

Za chwilę noc upadnie

Spojrzyj, kochanie – dnieje

To chwila gdy najładniej

Istniejesz

Taką cię wymyśliłem

Wśród tylu słów bezimienną

Kiedy ciszy motywem

Niebo szarzało nade mną

Kiedy za dużo chciałem

W swoim łagodnym obłędzie

Wtedy nie przewidziałem,

Że będziesz

Los dobrze się ze mną obszedł

Przy tobie wszystkiemu sprostam

Tylko o jedno cię proszę –

POZOSTAŃ

Cud

Nikt poza nami nie zrozumie, nie pojmie

Co przydarzyło się nam

To przyszło do nas tak spokojnie

W szarym świetle dnia

Nasza codzienność nie zmieniła się wcale

Tak widzi ją obcy ktoś

W niebie czy też w piekle

Ocalimy sekret

Cud

Już mamy miejsce na ziemi

Wśród

Wśród oszalałej zieleni

Ten jeden moment

Mówi – warto żyć

Co było przedtem

Nie wiem, chyba nic

Och, cud

już mamy miejsce na ziemi

Cud

Tam będzie, gdzie my będziemy

W twym każdym słowie

Tli się słońca żar

Twoja obecność

To od losu dar

Och, cud

Już mamy miejsce na ziemi

Cóż

Byliśmy po to stworzeni

By się odnaleźć

W plątaninie dróg

I to jest właśnie

Cud

Śpiewać każdy może

Kapela! Grać!

Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem...

Śpiewać każdy może

Trochę lepiej lub trochę gorzej

Ale nie o to chodzi

Jak co komu wychodzi

Czasami człowiek musi

Inaczej się udusi

Uuu!

Lubię piosenki i różne inne dźwięki

Szczególnie jak mnie co wzruszy

Rzuca mnie się na uszy

Teraz będę już szczery

Wybrałem drogę kariery

Kariery na estradzie

Na pewno sobie poradzę

Stoję przy mikrofonie

Niech mnie który przegoni

Różne sceny, brygady

Już nie dadzą mi rady

Bo ja się wcale nie chwalę

Ja po prostu, niestety, mam talent

Jak człowiek wierzy w siebie

To cała reszta to betka

Nie ma takiej rury na świecie

Której nie można odetkać

Wejść na estradę i zostać

Cała reszta to rzecz prosta

A ja wiem, co jest grane

Dlatego tutaj zostanę

Będę śpiewał piosenki

Będą klaskać panienki

Będą dawać mnie kwiaty

Będę teraz bogaty

Bo ja się wcale nie chwalę

Ja niestety mam talent

Jak głos wydaję z siebie

Wszyscy są w siódmym niebie

Stoję przy mikrofonie

Niech mnie który przegoni

Wszystkie sceny brygady

Już nie dadzą mi rady

Nikt mnie tutaj nie kiwnie

Bo odczuje to dziwnie

Ja nikogo nie straszę

Ja talentem niestety go gaszę

Bardzo lubię piosenki

I różne inne dźwięki

Szczególnie jak mnie co wzruszy

Rzuca mnie się na uszy

Ja znam ładne szlagiery

Pójdę drogą kariery

Mecyje w Opolu zaśpiewać...

Popołudnie

(story)

Dobry wieczór – pewnie dziwisz się, kochanie

Że mnie widzisz tu samego w takim stanie

Co ma znaczyć ten jarzębiak

I ten popiół na dywanie?

Usiłuję się pogłębiać

A w ten sposób jest najtaniej

Nie jesteśmy przecież tacy

Jacy w lustrze się widzimy

Ja wyszedłem wcześniej z pracy

I zabrakło mi rutyny

Bo spotkało mnie zdarzenie

Bardzo niecodzienne i

To był fatalny dzień

To był fatalny dzień

Nie chcę więcej takich dni

Więc wyszedłem wcześniej z biura – jak mówiłem

Od lat tylu miałem pierwszą pustą chwilę

Tej dzielnicy, gdzie pracuję

Prawie nie znam – zabłądziłem

Zwykle to się denerwuję

A to było nawet miłe

I ulicą pierwszą z brzegu

Szedłem w przypadkowy spacer

Ten brak czasu tak dolega

Chciałem chociaż raz inaczej

Nie zdawałem sobie sprawy

(Nie kochanie, nie chcę kawy)

Nie zdawałem sobie sprawy

Że to jest ryzyko i

To był fatalny dzień

To był fatalny dzień

Nie chcę więcej takich dni

Tą ulicą szedłem aż do baru

Było pusto poza jedną ładną parą

On coś mówił głupawego

Niewidzialny siadłem obok

Ona tak wpatrzona w niego

Że już być przestała sobą

I poczułem żal do losu

Że ta miłość niezawiła

Żal niemądry, że w ten sposób

Nigdy na mnie nie patrzyłaś

By im nie przeszkadzać, cicho

Zamykałem baru drzwi

To był fatalny dzień

To był fatalny dzień

Tą kobietą byłaś ty

Idź swoją drogą

Ty mnie przy sobie

Nie zatrzymuj

Ja zawsze byłam

Tylko swoja

Gdy jesteś z wiatru

Jestem z dymu

A nie ma mnie

Gdy nie ma ognia

Idź

Idź

W swoją stronę

Tyle stron ma świat

Ja

Wiem

Łzy są słone

I droga trwa

Pomiędzy nas

Są podzielone

Wiatry i słońca

Burze, cisze

Każde odejdzie

W swoją stronę

Droga nam serca

Ukołysze

Idź

Idź

W swoją stronę

Tyle stron ma świat

Ja

Wiem

Łzy są słone

I droga trwa

Krąży złoty pieniądz

Krąży, krąży złoty pieniądz

Ludzi gubiąc, ludzi mieniąc

Złoto błoto, chciwe ręce

Więcej, więcej, więcej, więcej

Ręce grabie, oczy żabie

Wytrzeszczone na mamonę

Złoto błyska i tumani

Na nic, na nic, na nic, na nic

Złudny jest ten miód

Nudny jest ten miód

Głupia ta pułapka

Stara muchołapka

Ciężka od much

Forsa, forsa, wielka, mała

Własnościowa budka, szałas

Własnościowy pierwszy zawał

Awans, awans, awans, awans

Długi dystans, krótki oddech

A nad tobą niebo modre

Zdążysz zawsze na swój pogrzeb

Wolniej, wolniej, wolniej, mądrzej

Autobusy zapłakane deszczem

(Łezka do łezki)

(blues)

Łezka do łezki

Aż będę niebieski

W smutnym kolorze blue

Jak chłodny jedwab

Pustego nieba

Zaśpiewa

Kolor blue

Autobusy zapłakane deszczem

Wiozą ludzi od siebie do siebie

Po błyszczącym, mokrym asfalcie

Jak po czarnym, gwiaździstym niebie

Od tygodnia leje w mym mieście

Ścieka wilgoć po sercu i palcie

Z autobusu spłakanego deszczem

Liczę gwiazdy na mokrym asfalcie

Łezka do łezki...

Autobusy zapłakane deszczem

Jak ogromne polarne foki

Przepływają w hamulców piskach

Wydmuchują spalin obłoki

Po zmęczonych grzbietach ich dreszczem

Przelatują neonów błyski

Autobusy zapłakane deszczem

Mają takie sympatyczne pyski

Łezka do łezki...

Wino samotnych

Jeszcze krok i znów mrok, mała wieczność

Ta minuta trwać może sto lat

Obok już twoich póz niedorzeczność

Jest samotność jak lustro i walc

To twój cień objął cię chłodem szarym

Szepce ci: jesteś nikt, nie ma cię

Nie ma prawd, nie ma kłamstw

Jedno wiesz, jesteś sam

I tak będzie, zostanie, jak jest

Wypij do dna

Gorzkie wino samotnych

Wypij

I ty, i ja

Potrafimy z tym żyć

Śmierć oczy ma

Z wypłowiałych afiszy

W ciszy

Gorzkie wino samotnych

Wypij do dna

Jeszcze masz jakąś twarz, jakieś ciało

Celę, w której uwięził cię byt

Jeszcze się dotąd nic nie udało

Jedno wiesz, było głupio i wstyd

W pustych dni gęstą sieć zaplątany

W węzłach żył słyszysz szum ciemnej krwi

Nie ma prawd, nie ma kłamstw

Jedno wiesz, jesteś sam

Pogodzony już z klęską ktoś nikt

Wypij do dna

Gorzkie wino samotnych

Wypij

Niech czarny blask

Zamigoce we szkle

W świecie ze ścian

Tylko siebie usłyszysz

W ciszy

Gorzkie wino samotnych

Wypij do dna

Samba trawy

Wokoło gęsty zapach ziół

Nad nimi złoty obłok pszczół

Ty leżysz w trawie, patrzysz

W białe smugi chmur

Tu pośród nieskoszonych łąk

Nie jesteś nim, nie jesteś nią

Tu ziemia ci wybaczy

Każdy ludzki błąd

Jestem tak jak trawa

Jestem zielenią wszechobecną

W pyle słońc

Losu nieciekawa

Bo trawa zawsze wie o wszystkim

Pytaj ją

Zgniecionych łodyg cierpka woń

Nie jesteś nim, nie jesteś nią

Już poza sobą masz miłości dobro, zło

Półsenna leżę pośród traw

I nie mam żadnych innych spraw

Już nie znam nienawiści

I miłości praw

Samba na jedną nutę

Obsesyjna jedna nuta

Motyw ten uwięził ją

Wokół nuty jest osnuta

Twoja jasność, półcień, mrok

Czy sekunda, czy minuta

Czy sto dni, czy tysiąc lat

Obsesyjna jedna nuta

Mówi ci, że jesteś sam

To nie znaczy wcale

Że odchodzisz już od siebie

W chłodne dale

Że masz oszaleć

Popatrz w nieba błękit

A wygasną w struny brzęku

Twoje lęki

W tym jednym dźwięku

Obsesyjna jedna nuta

Uwięziona w sambie tej

Czy jej słodycz jest zatruta

Ty najlepiej o tym wiesz

Grzech miłości i pokuta

U wrót nieba, piekła bram

Obsesyjna jedna nuta

Mówi ci, że jesteś sam

Czekamy na wyrok

Czekamy na wyrok

Czy będzie tak

Czy krwawą szmirą

Skończy się czas

Nie wierzę, nie wierzcie

Że spotka nas to

Ogromna jest przestrzeń

W niej umiera nasz głos

Czekamy na wyrok

Bezsilni jak pył

Pancernym motylom

 

Potrzebny dym

Codzienność jest szara

Banałem jest lęk

I zbrodnia, i kara

Utraciły swój sens

Każdy chce żyć bez strachu ciężkich chmur

Czasem braknie sił lęk dźwigać dzień po dniu

Zawsze tkwi w źrenicy cierń

Kiedy kocham, jem, kiedy śpię

Tak chcę zapomnieć

Nie da się

Nadzieja się spala

Słyszycie ten jęk

I zbrodnia, i kara

Straciły swój sens

Czekamy na wyrok

Gdy niemy jest sąd

Czy zbawi nas miłość

Czy zabije czyjś błąd

Każdy chce żyć...

Czekamy na wyrok

Nasz bunt mysi pisk

Czy świata zawiłość

Zmieni się w wielki błysk

Walc szczęście

Dlaczego nagle tak

To spadło na nas

Gdy w zaułki dnia

Tacy powszedni

Przypadkowi

I bezwiedni

I pobledli

Zbłądziliśmy

Tak

Czekałam na to

Wiele długich lat

I w okamgnieniu

W zachwyceniu

Świat się zmienił

Kiedy ty mi w drogę wszedłeś

Niosąc w oczach ból i blask

W taki dzień

Narodzić się

Otworzyć oczy

W taki

Dzień

Jak ten

Dlaczego nagle tak

To spadło na nas

To największa z łask

Już nie pytajmy

Uciekajmy

Uciekajmy

Miły, kiedy mamy szczęście

Kiedy miłość mieszka w nas

Dlaczego nagle tak

Zwyczajnych słów

Brakuje, miły, nam

I potrafimy tylko

Milczeć

Albo śpiewać cicho

By nie gniewać ciszy

Tak

Czekałam na to

Wiele długich lat

I już nie chciałam

Nie wierzyłam

Nie marzyłam

Że mnie spotka kiedyś szczęście

I doczekam tego dnia

Śpiew ocalenia

Spojrzałam słońcu w oczy płowe

Do bólu mnie olśniło

Odjęła mi człowieczą mowę

Okrutna życia miłość

Milczenie – stukamiennym murem

Od światła dzieli ciemność...

Podziel się ze mną swoim bólem

Podziel się ze mną

Taka jest wieczna rzeczy kolej

Od śmierci chroni pieśń

Wszystko co piękne musi boleć

Chociaż tak trudno to znieść

Kwiat podeptany podnieść najczulej

Pieszczotą nienadaremną...

Podziel się ze mną swoim bólem

Podziel się ze mną

Dwie dłonie – dziesięcioro palców

Splecionych przeciw nienawiści

Radości nie dla wszystkich starczy

Bólu wystarczy dla wszystkich

I będzie na tej ziemi święto

I będzie wesele

Podziel się ze mną swoim bólem

A ja się z tobą swoim podzielę

Taka jest wieczna rzeczy kolej

Od śmierci chroni pieśń

Wszystko co dobre musi boleć

Ale tak trudno to znieść

Umarłej róży skrzepłą purpurę

Podnieść, ocalić...

Podziel się z nami swoim bólem

Podziel się z nami

Gdy masz bezludnej ciszy ulec

Ona najbardziej rani

Podziel się z nami swoim bólem

Podziel się z nami

Przez oceanu ruchome płaszczyzny

Przez głodu czarne płomienie

Nieś dumnie współistnienia blizny

Nieś dumnie swoje cierpienie

Przez piękno, rozpacz świata, które

Zabija, gdy jesteśmy sami

Podziel się z nami swoim bólem

Podziel się z nami

Купите 3 книги одновременно и выберите четвёртую в подарок!

Чтобы воспользоваться акцией, добавьте нужные книги в корзину. Сделать это можно на странице каждой книги, либо в общем списке:

  1. Нажмите на многоточие
    рядом с книгой
  2. Выберите пункт
    «Добавить в корзину»