EskortaТекст

Автор:Camille Bech
0
Отзывы
Отметить прочитанной
Как читать книгу после покупки
Шрифт:Меньше АаБольше Аа

Camille Bech

Eskorta - opowiadanie erotyczne

Lust

Eskorta - opowiadanie erotycznetłumaczenie Agata Makowiecka tytuł oryginału EscortCopyright © 2018, 2019 Camille Bech i LUST Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726209143

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą LUST oraz autora.

1
Jak się to wszystko zaczęło

Wszystko zaczęło się od tego, że otrzymałam ponaglenie do zapłaty czynszu. Mieszkam na Rue Desaix w centrum Paryża, w mieszkaniu na szóstym piętrze. Prawo do lokalu otrzymałam po mojej babci i choć może nie jest jakieś wyjątkowe, dla mnie miało ogromną wartość, bo spędziłam w tym miejscu całe swoje życie. Gdybym musiała opuścić to mieszkanie z powodu zaległości czynszowych, byłaby to dla mnie katastrofa.

W tamtym okresie nie miałam żadnej pracy, nie licząc pozowania pewnemu artyście, wiec dysponowałam wyłącznie kwotą wypłacaną mi co miesiąc przez bank, o co rozsądnie zdążyła się zatroszczyć moja przezorna babcia. Wystarczało na pokrycie miesięcznych wydatków, ale pewnego razu trochę mnie poniosło i wykorzystałam te pieniądze, kierując się… nieco innymi priorytetami – wydałam całkiem sporo na wizyty w kawiarniach i klubach nocnych.

Nie mając pomysłu, jak wybrnąć z tej sytuacji, poprosiłam Jean Paula, tego artystę, któremu pozowałam, o zaliczkę, a on wtedy poradził mi, żebym sprzedała swoje ciało.

Patrzyłam na niego jak oniemiała. Poczułam się głęboko dotknięta, a on to dostrzegł.

– Aimée, daj spokój, na świecie czeka mnóstwo mężczyzn spragnionych seksu, którzy są gotowi zapłacić kilkaset euro za godzinę z taką dziewczyną jak ty.

Ta myśl chodziła mi po głowie przez następne kilka dni i w końcu doszłam do wniosku, że jeśli nie chcę wylądować na bruku, to chyba nie mam innego wyjścia. Nie miałam jednak pojęcia, gdzie szukać tych mężczyzn, o których wspominał Jean Paul, więc w końcu sama go o to zapytałam.

– Załatwię ci parę kontaktów – obiecał i niewzruszony malował dalej, a ja starałam się siedzieć nieruchomo.

Na zewnątrz było ciepło, a przez otwarte okno do atelier wpadał lekki wietrzyk, muskając delikatnie moje ciało i sprawiając, że czułam się nieco podniecona.

Jean Paul mnie nie kręcił – był za stary, za gruby, niezbyt wysoki i do tego nosił spore wąsy. Zaczęłam sobie wyobrażać, jak by to było, gdyby to on miał wykorzystać moje ciało w ten sposób. Tak się dałam ponieść fantazjowaniu, że po pewnym czasie ta myśl przestała być tak odpychająca. Przecież w sumie i tak wszystko skończyłoby się zaraz po jego wytrysku, a ja byłabym parę groszy do przodu.

– Jean Paul, a co z tobą? Byłbyś gotów za to zapłacić?

– Ja? – Nawet nie podniósł wzroku znad płótna, gdy odpowiadał. – A Ile byś za to chciała?

– Bo ja wiem… sto euro? Jesteśmy przecież przyjaciółmi – zaśmiałam się.

– Okej. Ale najpierw muszę to skończyć – odparł i usunął szmatką nieco farby z płótna, zanim na mnie spojrzał.

– Nie patrz tak na mnie. Jestem mężczyzną i też mam przecież swoje potrzeby.

– Mówisz poważnie?

– No pewnie.

Wreszcie odłożył paletę i starannie umysł ręce, a potem poprosił, żebym poszła z nim na górę do części prywatnej. Nigdy wcześniej tam nie byłam, dlatego zaskoczyło mnie, jak fajnie mieszkał – bez przepychu, bez luksusów, za to bardzo przytulnie.

Nadal byłam naga i choć widział mnie już tak wielokrotnie, teraz sytuacja nabrała innego charakteru. Czułam się zakłopotana i nieco upokorzona, gdy zaczął się rozbierać. Miał owłosione plecy, a jego skóra wydawała się blada i sucha. Gdy zrzucił spodnie, nie potrafiłam powstrzymać się od zerknięcia na jego penisa – małego i grubego. Nie byłam w stanie sobie wyobrazić, jak przetrwam ten seans.

– Weź go do ust, Aimée – odezwał się głosem, który ledwo rozpoznałam, i zanim się obejrzałam, już klęczałam przed nim, obejmując dłonią to maleństwo.

Dziwnie ssało się członek, który nie był we zwodzie. Nigdy wcześniej tego nie robiłam, ale najwyraźniej moje starania wystarczyły, żeby wkrótce osiągnął przeciętny rozmiar.

Oddychał z trudem i obserwował ruchy mojej dłoni.

– No dalej, ssij go…

Zamknęłam oczy, rozchyliłam usta, próbując wstrzymać oddech. Zaczęłam wolno badać go językiem i to zadziałało, bo ujął wtedy w dłonie moją głowę i coraz szybszym tempem popychał ją do przodu i do tyłu.

Po pewnym czasie się wycofał i polecił mi, żebym położyła się na łóżku. Było pojedyncze i pachniało nim.

– Masz prezerwatywę? – zapytałam, nie patrząc na niego.

– Mam.

Sięgnął po nią i poprosił, żebym to ja nasunęła ją na jego penisa, po czym przyglądał się temu z zainteresowaniem.

– Rozłóż nogi nieco szerzej, chciałbym zobaczyć, za co płacę – powiedział i uśmiechnął się. Dla niego cała ta sytuacja najwyraźniej nie była krępująca.

Posłuchałam i już po chwili leżałam przed nim cała rozłożona, a on płynnymi ruchami wsuwał i wysuwał palce z mojej szparki. Byłam gładko wygolona, z wyjątkiem niewielkiego pionowego paska, i sądzę, że go to podnieciło, bo sapał coraz głośniej, ściskając dłonią członek. Patrzył mi prosto w oczy, gdy go we mnie wprowadzał, a związana z tym przyjemność sprawiła, że po raz pierwszy miałam odwagę na niego spojrzeć. Niechętnie to przyznaję, ale już wtedy byłam mocno podniecona i poczułam, że robię się wilgotna.

– To cudowne, Jean Paul – wyszeptałam, unosząc się nieznacznie w jego stronę.

– Hmm… sama widzisz, nie jest tak źle.

Gdy mnie brał w swoje posiadanie, przymknęłam oczy, napawając się chwilą. Po kilku minutach wydał z siebie ryk, przytrzymując mnie mocno za uda, i wiedziałam, że już po wszystkim.

Kiedy kwadrans później położył na łóżku sto euro, miałam pewne opory, bo to wszystko nie trwało dłużej niż parę minut, więc wydawało mi się, że to za dużo.

– Weź je, Aimée, zasłużyłaś. Dostałem to, czego chciałem.

– Dziękuję – wyszeptałam i pospiesznie zbiegłam na dół po swoje ubranie.

Szybko wkładałam na siebie rzeczy, chcąc czym prędzej stamtąd uciec, aby spokojnie móc przetrawić to, co się właśnie zdarzyło.

Jean Paul obiecał załatwić mi parę nazwisk, gdy zjawię się u niego ponownie za kilka dni, ale w tej chwili w ogóle nie potrafiłam sobie wyobrazić, że miałabym go znów zobaczyć. Było mi wstyd – nie tylko dlatego, że dałam się namówić, ale też przez to, że mówiłam mu, jak mi dobrze, a on czuł, jaka byłam mokra.

Siedząc już w metrze, kilkakrotnie sprawdzałam kieszeń, by się upewnić, czy banknot o nominale stu euro naprawdę jest tam. Właśnie sprzedałam swoje ciało za sto euro i miałam teraz całą sumę na zaległy czynsz. „To takie proste”, stwierdziłam, zastanawiając się, jaki będzie ten następny mężczyzna. Dla Jean Paula wygląd był bez znaczenia. Jako artysta potrafił dostrzec potencjał w każdym ciele – młodym, starym, grubym czy chudym. Nawet przez chwilę nie wstydził się swojego własnego.

Poczułam pewne podniecenie na myśl o tym, co robiliśmy razem w łóżku. Rozejrzałam się wokół, wyobrażając sobie, jak by to było z innymi mężczyznami, którzy właśnie jechali ze mną metrem. Reprezentowali wszelkie możliwe typy – takie, które działały na moją wyobraźnię, i takie, wobec których była ona całkowicie bezradna.

Jean Paul dotrzymał słowa i jeszcze w tym samym tygodniu, już za dwa dni, miałam poznać mojego drugiego klienta. Bernard poprosił o spotkanie w jednym z hoteli położonych w centrum. Oczywiście opłacił pokój i zaznaczył, że oczekuje godzinnego seansu z moim ciałem, a ja się zgodziłam. Nic właściwie o nim nie wiedziałam – zapomniałam od razu spytać Jean Paula, a potem nie miałam odwagi, żeby do niego zadzwonić i go wypytywać.

Minęłam recepcję i udałam się do pokoju 419. Miał tam na mnie już czekać, więc z bijącym sercem zapukałam do drzwi. Nie mam pojęcia, skąd Jean Paul znał tych wszystkich mężczyzn, ale nie rozczarowałam się, gdy otworzył mi wysoki, szczupły facet około pięćdziesiątki. Na głowie nie miał zbyt wielu włosów, nosił natomiast sporych rozmiarów wąsy, sięgające kącików ust. Miał ładne oczy i uroczy uśmiech. Wyglądał na zamożnego – już sam zegarek na jego nadgarstku wystarczyłby na opłacenie półrocznego czynszu za moje mieszkanie.

– Panna Aimée?

– Tak – odparłam nieśmiało.

Pomyślałam, że za chwilę będziemy nadzy, jego dłonie zaczną dotykać najbardziej intymnych miejsc mojego ciała, a ja… ja miałam ochotę na to samo. Zebrałam się w sobie i najbardziej profesjonalnym tonem, na jaki było mnie stać, zapytałam uprzejmie, co mogę dla niego zrobić. Wydaje mi się, że musiał być przyzwyczajony do dziewczyn tego typu, bo gdy prosił o seks oralny i zwykły stosunek, nie wydawał się w najmniejszym stopniu zakłopotany.

Rozbierałam go, on robił to samo ze mną. Chciał się całować, ale zdawało mi się, że gdzieś czytałam, że prostytutki tego nie robią.

– Chętnie zapłacę ekstra, jeżeli będziemy się całować, piękna – wyszeptał, więc po chwili już namiętnie go całowałam.

Rozpiął haftki mojego czarnego biustonosza, wolno odsłaniając piersi. Mocno je masował, a ja w tym czasie zsuwałam jego slipy, z których wyłonił się penis, o wiele większy niż u Jean Paula.

Zobaczyłam wtedy oblicze męskiego podniecenia, jakiego do tej pory nie znałam. Gdy cisnął mnie na szerokie łóżko i zaczął zdejmować mi majtki, nie potrafiłam wyzbyć się obaw. Widziałam, jak jego nabrzmiały członek uderza o brzuch. Głosem, który nabrał szorstkości, polecił, abym przyjęła pozycję na czworaka, po czym sam stojąc na podłodze, przyciągnął mnie do brzegu łóżka.

 

Mój strach tym bardziej nie minął, gdy nagle, bez ostrzeżenia, uderzył mnie mocno płaską dłonią po pośladkach. Głośno jęknęłam z bólu, ale robił to dalej, wypowiadając przy tym słowa, które nie przeszłyby mi przez gardło. Obawiałam się, że to będzie jakiś koszmar, ale nagle przestał i poprosił, żebym szerzej rozwarła nogi.

– Musisz założyć prezerwatywę – odezwałam się najbardziej zdecydowanym tonem, na jaki potrafiłam się zdobyć.

– Oczywiście, niemal o tym zapomniałem.

Zostawił mnie samą, a ja czułam się idiotycznie, wsparta na dłoniach i kolanach, ale na szczęście nie trwało to długo i zaraz wrócił z nałożoną już prezerwatywą.

Silnymi ruchami masował moje obolałe pośladki, a potem wsunął członek do mojego wnętrza. Tym razem nie byłam w środku zbyt mokra. Szczerze mówiąc, wcale. Podjął kilka prób, zanim udało mu się we mnie wtargnąć, a pierwsze pchnięcia sprawiły mi potworny ból. Próbowałam sama się podniecić, poszukując w głowie soczystych fantazji, i w końcu udało mi się zmusić swoje ciało do wydzielenia odrobiny soków.

Dawał mi w kość, więc głośno pojękiwałam, dlatego w pewnym momencie zasłonił mi usta dłonią, która pachniała męską chucią i gumą prezerwatywy. Trzymał mnie mocno jak w imadle, mówiąc, że podoba mu się mój opór. W pewnym momencie zupełnie straciłam czucie. Liczyłam na krótką przerwę, choć nie wiem, co sobie wyobrażałam, skoro jeszcze nie miał wytrysku.

Po chwili kazał mi usiąść na skraju łóżka z rozwartymi nogami, a sam przykucnął i zaczął mnie lizać. Niemal wwiercał we mnie swój język, a jego ogromne wąsy drapały wewnętrzną stronę moich ud.

Chwycił zębami moją łechtaczkę – zabolało, ale sam widok mnie podniecił i wyczułam, że jest zadowolony. Gdy po chwili wstał zdyszany, miał całą twarz umazaną moimi sokami i omal się nie roześmiałam.

– Wsiadaj na niego, skarbie – powiedział.

Położył się na środku łóżka, a gdy mościłam się na nim okrakiem, przez cały czas trzymał się za penisa. Miałam nadzieję, że to już ostatnia część tego, co miało się zdarzyć. Czułam się już mocno obolała i trochę się obawiałam, co jeszcze wymyśli.

Gdy na niego opadłam, wydał z siebie ryk zadowolenia i oddał się doznaniom. Jak dla mnie jego penis był trochę za długi, ale odchyliłam się nieco do tyłu i jakoś dałam radę. Poprosił, abym ujeżdżała go w szybkim tempie, i robiłam co w mojej mocy, aby spełnić jego życzenie. Wiele razy już prawie dochodził, ale wyglądało tak, jakby celowo odsuwał ten moment. Zatrzymywał mnie, gdy wytrysk się zbliżał, i po jakimś czasie byłam już tak wykończona, że musiałam się wyprostować, wsuwając się na całą długość członka.

Głośno jęczałam, gdy chwycił mnie za biodra i przyciskał je siebie, jednocześnie mocno na mnie napierając. Musiałam pochylić się do przodu, chociaż krępowało mnie, że moje piersi znajdą się tak blisko jego twarzy. Przyciągnął mnie do siebie, pocałował i zaczął szeptać mi do ucha sprośne rzeczy. Ocierałam się o niego, przesuwając się w przód i w tył, ale na szczęście nie trwało to długo. Po chwili rozluźnił mięśnie i wytrysnął, wykrzykując moje imię i kilka pochlebnych słów.

Poczułam taką ulgę, że omal się nie rozpłakałam. Udało się – koniec końców wszystko nie trwało dłużej niż trzy kwadranse, a ja mogłam się ubrać i wyjść z kolejną stówą w kieszeni. Ostatecznie wręczył mi sto dwadzieścia pięć euro – ta końcówka była za pocałunki i za to, że byłam cudowna. Nie miałam ochoty więcej go widzieć, ale gdy poprosił o kolejne spotkanie za dwa tygodnie, postanowiłam się zgodzić, bo nie wiedziałam przecież, jak to będzie z następnym klientem.

Gdy wreszcie dotarłam do domu, byłam kompletnie zdołowana. Popłakiwałam na myśl o tym, co sobie zafundowałam, i w sumie nie wiedziałam, czy większą przykrość sprawiło mi to, co ze mną robił, czy to, co do mnie mówił. Wielokrotnie nazwał mnie dziwką i choć było to trafne określenie, biorąc pod uwagę to, czym się właśnie zajmowałam, to jednak bardzo mnie dotknęło – czułam się brudna i poniżona.

„Jeszcze tylko jeden raz – pomyślałam – i wystarczy na kolejny czynsz, jeśli nie chcę głodować przez resztę miesiąca”. Modliłam się, aby kolejny facet, do którego kontakt załatwił mi Jean Paul, nie okazał się takim jurnym mężczyzną.

Choć nie widziałam Jeana Paula od tamtego wieczoru, musiałam dotrzymać naszej umowy i wrócić tam, aby mu pozować. Miałam nadzieję, że może będzie miał dla mnie kolejny namiar.

Gdy przestąpiłam próg jego atelier, czułam się nieswojo. Po chwili zszedł na dół i ku mojemu zaskoczeniu był w towarzystwie młodej, pięknej kobiety, którą rozpoznałam z jego obrazów.

– Witaj, Aimée – przywitał się, gdy tylko pożegnał Colette, jak najwyraźniej miała na imię ta dziewczyna.

Odwrócił się w moją stronę, prosząc, abym się rozebrała. Usiadłam wygodnie, przyjmując pozycję zgodnie z jego zaleceniami, i wtedy przystąpił do malowania.

– Jak było, Aimée? Mam nadzieję, że nie był dla ciebie zbyt ostry.

Przełknęłam ślinę, nieprzygotowana na to pytanie.

– Jean Paul, nie chcę się z nim więcej spotykać.

Uniósł pędzel znad płótna i spojrzał na mnie. Wydaje mi się, że zauważyłam w jego oczach przebłysk współczucia, i szybko odwróciłam głowę, spoglądając w okno.

– Było tak źle?

– Tak, nie chcę już tego. Mamy co prawda spotkać się za dwa tygodnie, ale chyba się nie pojawię.

– Ależ Aimée… co się tam stało?

– Nic poza tym, o co przecież chodziło, ale nie lubię w ten sposób i on mi się nie podoba.

Wrócił do malowania, ale kilkakrotnie zauważyłam, że przygląda mi się badawczo.

– Mam nowego klienta, jeżeli oczywiście nadal czujesz się na siłach. Nazywa się Corbeau, to zupełnie inny typ. Oczywiście tylko wtedy, jeśli będziesz miała ochotę.

– Tak, tak... przecież potrzebuję pieniędzy. Ale to będzie już ostatni raz, Jean Paul.

– Okej. Spotkasz się z nim na jego jachcie, który stoi zacumowany w porcie. Jutro o dziesiątej wieczorem. Dam ci też jego numer postojowy.

– Nigdzie z nim nie popłynę, boję się – odezwałam się.

– Nie ma takiej potrzeby. Z tego co zrozumiałem, chce, żeby wszystko odbyło się na łodzi.

– Świetnie.

Gdy skończyliśmy, poprosił, bym weszła z nim na górę, aby wziąć namiary na tego nowego klienta. Zabrałam ze sobą swoje rzeczy i gdy szukał karteczki z numerem, zdążyłam się ubrać. Mijając jego sypialnię, dostrzegłam, że łóżko było rozścielone, a na szafce nocnej leżała paczka prezerwatyw.

– Sypiasz z Colette? – zapytałam.

– Tak, zdarza się.

Spojrzałam na niego i nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć. Kim on właściwie był? Czyżby jej także płacił za seks? Czy jej też załatwiał kontakty?

Zerknęłam na karteczkę i wsadziłam ją do torebki. Dam sobie radę z tym Corbeau, a potem będę miała to z głowy.

Spacerowałam po pomoście, próbując się zorientować, gdzie co jest. Było ciemno i nie widziałam numerów postojowych łodzi, ale po chwili zwróciłam uwagę na spory jacht oświetlony od wewnątrz. Dyskretnie zapukałam w burtę i wtedy w okienku pojawił się starszy, szpakowaty mężczyzna. Wyszedł na pokład i pomógł mi wejść na jacht, po tym jak upewniłam się, czy dobrze trafiłam.

Kiedy zeszliśmy po schodkach w dół, moim oczom ukazał się imponujący widok. Wyglądało to niemal jak niewielki dom, a jedne z otwartych drzwi ukazywały wnętrze sypialni. Pośrodku stało podwójne łóżko. Mężczyzna zadbał też o przyćmione światło, butelkę wina i dwa kieliszki.

– A prezerwatywy? – odezwałam się. – Masz jakieś?

– Tak, tak… oczywiście.

Pogrzebał w jednej z szuflad i położył opakowanie na nocnym stoliku.

– W takim razie zabierajmy się do dzieła – zaproponowałam i zaczęłam go rozbierać.

Wydawał się zdenerwowany i odniosłam wrażenie, że tym razem nie będzie tak ostro jak ostatnio.

Gdy stał już przede mną nagi, sama zaczęłam się rozbierać. Jego penis był tylko nieznacznie usztywniony, więc jak tylko zdjęłam ubranie, uklękłam przed nim i zaczęłam mu obciągać. Pojękiwał z rozkoszy, kilkakrotnie oblizując usta. Nie miał zbyt imponujących rozmiarów – zarówno jeżeli chodzi o wzrost, jak i te drugie parametry – więc nie powinno być tak źle.

– Na co masz ochotę? – zapytałam, robiąc przerwę i ujmując jego członek w dłoń.

– Nie wiem… na nic konkretnego, ale gdybyś na trochę położyła się ze mną do łóżka…

– Oczywiście – zapewniłam, unosząc kołdrę.

Położył się pierwszy i wtedy zrobiło mi się go trochę żal. Ze względu na metrykę mógłby być moim ojcem, a do tego niewiele miał do zaoferowania. Pocałowałam go w szyję, zaczęłam lizać jego sutki i pocierać uda, przez cały czas starając się wykrzesać z siebie choć odrobinę soków. Wzdychałam i wiłam się przed nim, zanim poprosiłam, aby mnie wziął. Ostrożnie naciągnęłam prezerwatywę na jego członek i oznajmiłam, że chciałabym go ujeżdżać.

– Cudownie – wyszeptał i przymknął powieki.

Domyśliłam się, że jest nieśmiały, i pozwoliłam mu się wślizgnąć do środka. Ujęłam jego dłonie i położyłam je sobie na piersiach. Masował je delikatnie i lekko szczypał moje sutki, podczas gdy ja poruszałam się na nim. Ku mojemu zdumieniu, po chwili poczułam w podbrzuszu coś, co przypominało zbliżający się orgazm. Zaczęłam cicho dyszeć i zwiększyłam tempo ujeżdżania. Otworzył na chwilę oczy, jakby zadał sobie sprawę z tej nietypowej sytuacji. Próbowałam powstrzymać spełnienie, ale było już za późno i po chwili zdarzyło się to, co nieuchronne. Zdecydowałam się temu poddać, modląc się, aby o tym nie wspominał. Pozwolił mi skończyć, nie komentując tego ani słowem. Wróciłam do ujeżdżania, jakby nic się nie zdarzyło.

Zmniejszyłam nieco tempo i zapytałam, czy może miałby ochotę na coś szczególnego.

– Mogę cię polizać? – zapytał nieśmiało.

– Jasne. Oczywiście, że tak.

Wyślizgnął się ze mnie i poprosił, żebym usiadła okrakiem na jego twarzy. To mnie nieco zaskoczyło, ale zrobiłam, jak chciał. Chwyciłam się poręczy łóżka i kołysałam się rytmicznie do przodu i do tyłu, pozwalając mu lizać moją cipkę.

Był w tym niezły. Trzymał mnie mocno za pośladki. W pewnym momencie poczułam, jak je rozchyla i rozsmarowuje moje własne soki wokół mojej tylnej dziurki, a po chwili wsadza w nią palec. To było cudowne, dyszałam i dawałam się ponieść rozkoszy, gdy ściskał wargami moją łechtaczkę i łaskotał ją językiem. Nigdy nie podejrzewałabym go o takie zdolności. Spojrzał na mnie – jego nieśmiałość zniknęła i jestem pewna, że zdawał sobie sprawę, że to co ze mną robi, sprawia mi przyjemność.

I znów nie upłynęło wiele czasu, nim doszłam do momentu, kiedy nie mogłam już tego powstrzymać – wydając z siebie jęki, oddałam się całkowicie rozkoszy i jego umiejętnościom. Tym razem trwało to dłużej, może dlatego, że nie przestawał. Kolejny orgazm zastępował poprzedni, a z podniecenia kręciło mi się w głowie. Potem znów się nie odezwał, tylko zsunął mnie z siebie i się na mnie położył. Jego członek powoli znikał w mojej mokrej szparce, sprawiając mi prawdziwą przyjemność. Gdy uniósł moje ramiona i położył je za głową, wiedziałam już, że się co do niego pomyliłam.

– To niesamowite – odezwał się, chwytają zębami moje sutki. – Chciałbym cię jeszcze zobaczyć, zapłacę podwójnie. – Wszedł we mnie do końca i nie przestając mówić, zaczął badać wnętrze mojej cipki. – Czy to możliwe, Aimée?

– Tak – wyjęczałam. – Oczywiście.

– Jesteś cudowną kobietą, uwielbiam się z tobą kochać, chociaż robisz to tylko z powodu pieniędzy, prawda? – Gdy tylko skończył pytanie, pchnął mnie mocniej i wiedziałam dlaczego.

– Tak, panie Corbeau… robię to tylko dla pieniędzy.

Pocałował mnie namiętnie i poczułam, jak zwiększa tempo, wydając z siebie jęki.

– Aimée… jesteś taka mokra, a jednocześnie taka ciasna. Podniecasz mnie.

Odgłosy moich soków wydawały się coraz głośniejsze. Czułam, że gdy za chwilę podniosę się z łóżka, pewnie będzie tam duża, zawstydzająca, mokra plama.

Kiedy dochodził, zaczęłam drżeć na całym ciele, a pulsujące ruchy jego członka doprowadziły mnie do trzeciego orgazmu tego wieczoru. (Nie muszę w tej sytuacji chyba dodawać, że bardzo chętnie się jeszcze z nim spotkam).

Wstałam z łóżka, a gdy się ubierałam, starałam się nie zerkać na plamę na prześcieradle. Założył szlafrok i skierował się do kambuza, aby przynieść pieniądze. Wręczył mi sto pięćdziesiąt euro i zapytał, czy mogłabym przyjść w weekend.

 

– Tak, naturalnie – odpowiedziałam z uśmiechem, odbierając wynagrodzenie.

– Czy świadczysz także usługi seksu analnego? – zapytał, jakby chodziło o zakup kilku litrów mleka.

– Dogadamy się – odparłam, spuszczając wzrok.

– Myślę, że by ci się spodobało.

– Możliwe.

Opuściłam łódź i w pośpiechu udałam się w stronę metra. Właśnie przeżyłam najlepszy seks od wielu miesięcy. Zupełnie nieoczekiwanie okazało się, że Corbeau potrafi mnie zadowolić po mistrzowsku.

Купите 3 книги одновременно и выберите четвёртую в подарок!

Чтобы воспользоваться акцией, добавьте нужные книги в корзину. Сделать это можно на странице каждой книги, либо в общем списке:

  1. Нажмите на многоточие
    рядом с книгой
  2. Выберите пункт
    «Добавить в корзину»