Litres Baner

Matki Wielkich PolakówТекст

0
Отзывы
Читать фрагмент
Отметить прочитанной
Как читать книгу после покупки
Шрифт:Меньше АаБольше Аа


Układ graficzny

Aleksandra Szmak

Projekt okładki

Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Redaktor prowadzący

Urszula Lewandowska

Korekta

Mariola Hajnus

Krystyna Wysocka

Redakcja techniczna

Andrzej Sobkowski

Skład wersji elektronicznej

Robert Fritzkowski

Wybór zdjęć

Barbara Wachowicz i Urszula Lewandowska

Zdjęcia ze zbiorów: Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza, Muzeum Narodowego w Warszawie, Muzeum Narodowego i Fundacji XX. Czartoryskich w Krakowie, Muzeum Narodowego w Poznaniu, Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Jana Kasprowicza na Harendzie, Muzeum im. Jana Kasprowicza w Inowrocławiu, Muzeum Stefana Żeromskiego w Nałęczowie, Fundacji Kościuszkowskiej, Archiwum Państwowego w Poznaniu, Centralnego Archiwum Wojskowego, Narodowego Archiwum Cyfrowego, Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina, Biblioteki Narodowej, Zdzisławy Bytnarowej, Bogdana Deczkowskiego, Jadwigi Giżyckiej, Haliny Jasnorzewskiej, Anieli Kmita-Piorunowej, profesora Alfreda Krysiaka, Kazimierza Saskiego, rodziny Henryka Sienkiewicza, Barbary Wachowicz, Wikimedia Commons

Zdjęcia współczesne: Jan Bułhak, Robert Gąsienica, Grzegorz Gruszka, Andrzej Jaroszewicz, Jarosław Komorowski, Piotr Kyc, Marian Lewicki, Jacek Tofil, Barbara Wachowicz, Zenon Żyburtowicz

Zdjęcia ze stron internetowych:

https://www.google.pl/search?hl=pl&biw=1280&bih=855&tbm=isch&sa=1&q=zdj%C4%99cia+z+Powstania+Warszawskiego&oq=zdj%C4%99cia+z+Powstania+Warszawskiego&gs_l=img.3...2522.10248.0.10532.0.0.0.0.0.0.0.0..0.0....0...1c.1.64.img..0.0.0.Co7inmEE8AY#imgrc=_;

https://www.google.pl/search?espv=2&rlz=1C1PRFB_enPL681PL681&biw=1280&bih=855&tbm=isch&sa=1&q=Piotr+Stachiewicz&oq=Piotr+Stachiewicz&gs_l=img.3...28432.32637.0.33371.0.0.0.0.0.0.0.0..0.0....0...1c.1.64.img..0.0.0.Mo2HbQsTLrs#imgrc=LglY7XeCHEscLM%3A,

https://www.google.pl/search?espv=2&rlz=1C1PRFB_enPL681PL681&biw=1280&bih=899&tbm=isch&sa=1&q=Baczy%C5%84ski&oq=Baczy%C5%84ski&gs_l=img.3...4133495.4135313.0.4135723.0.0.0.0.0.0.0.0..0.0....0...1c.1.64.img..0.0.0.xQBMSEkaKkA#imgrc=jqWBziTGAiYoiM%3A

Zdjęcie na okładce:

Stefania Baczyńska z synem Krzysztofem Kamilem. Fot. Muzeum Literatury/East News

Zdjęcie autorki na czwartej stronie okładki:

Agnieszka Perepeczko

© for the text by Barbara Wachowicz

© for this editions by MUZA SA, Warszawa 2016, 2020

ISBN 978-83-287-1475-5

Sport i Turystyka – MUZA SA

Wydanie II

Warszawa 2020

Spis treści

Matka. Matuchna. Mateńka…

Co o nich wiemy?

Macierz królewska – Teofila z Daniłłowiczów Sobieska

Matka Naczelnika – Tekla z Ratomskich Kościuszkowa

„Osłoda i pociecha” – Barbara z Majewskich Mickiewiczowa

Jaskółka Krzemieniecka – Salomea z Januszewskich Słowacka

„Mameczka” – Justyna z Krzyżanowskich Chopinowa

„Uwieńczona” – Stefania z Cieciszowskich Sienkiewiczowa

„Biedna chłopka” – Józefa z Kloftów Kasprowiczowa

Łzy miłości – Józefa z Katerlów Żeromska

„Mamidło” – Maria z Kisielnickich Kossakowa

Matka rozstrzelanego brylantu – Stefania z Zieleńczyków Baczyńska

Opowieść tę przypisuję pamięci Matek…

Podziękowania

Bibliografia

Matka. Matuchna. Mateńka. Mama. Mamusia. Mamunia. Mamuśka. Matusia. Mateczka. Matusieńka. Matusinieczka. Matula. Matulka. Matuleńka… Tyleż spieszczeń serdecznych odnaleźć można w „Słowniku języka polskiego” wydanym w roku 1809!

I tamże – niby pszczoła w bursztynie – zachowało się praimię matczyne, dostojne, jak szum stuletnich sosen w borze ojczystym. MACIERZ.

W kraju mych lat dziecinnych, na Podlasiu, błękitnym Bugiem opasanym, rośnie kwiat maleńki, fioletowymi smugami pobrzeża rzeki zdobiący, zapachem słodkim i czułym pszczół roje – z matkami ich – wabiący. Zowie się „macierzanka”, bo – jak napisano w starodawnym podręczniku lecznictwa – „niby matka ratunek w bólach szybki dawa”.

Przywołajmy garstkę poetyckich fraz matkom poświęconych…

Mamo!

Słowo to gwiezdnym promieniuje znakiem

i łagodnie oświetla mą wędrówkę chwiejną.

Oto je dziś po latach odnajduje takim,

Jakbym odzyskał cenny zagubiony klejnot.

Przygłuszone czczą wrzawą – rozkwita na nowo,

zepchnięte w pył gościńca – dziś na swoje miejsce

powraca to najprostsze, zawsze najpiękniejsze,

to pierwsze i ostatnie w życiu ludzkim słowo.

Gabriel Karski, „Elegie”

Po zamarzniętej wracam drodze

W twój porzucony, ciepły kąt,

Nie pytaj, po co znów przychodzę

Tam, gdzie już byłem i czem i skąd.

Kości drzew gołe, śnieg i zima,

Gościniec: cmentarz martwych grud;

Została tylko przed oczyma

Łaska otwartych twoich wrót.

Kazimierz Wierzyński, „Mojej Matce”

Było kiedyś tak dobrze w długie fałdy sukienki

Schować głowę, wiedzieć, że mnie nie ma.

Mocno, głośno śpiewało we mnie serce maleńkie

Ogromnego szczęścia poemat.

Dni były pełne Ciebie i sny, jak Ty, ciepłe,

i każda radość miała Twój głos, Twoje imię.

Nie wiedziałem, co znaczy nienawidzić i cierpieć –

byłem z Tobą, Ty byłaś przy mnie.

Edward Szymański, „Do mojej Matki”

Nad Twoją białą mogiłą

białe kwitną życia kwiaty –

O, ileż lat to już było

bez Ciebie – duchu skrzydlaty.

Nad Twoją białą mogiłą,

od lat tylu już zamkniętą,

spokój krąży z dziwną siłą,

z siłą, jak śmierć – niepojętą.

Nad Twoją białą mogiłą

cisza jasna promienieje,

jakby w górę coś wznosiło,

jakby krzepiło nadzieję.

Nad Twoją białą mogiłą

klęknąłem ze swoim smutkiem –

o, jak to dawno już było –

jak się dziś zdaje malutkim.

Nad Twoją białą mogiłą

o Matko – zgasłe Kochanie –

me usta szeptały bezsiłą:

– Daj wieczne odpoczywanie.

Karol Wojtyła, „Emilii – Matce mojej”

Ona mi pierwsza pokazała księżyc

i pierwszy śnieg na świerkach,

i pierwszy deszcz.

Byłem wtedy mały jak muszelka,

a czarna suknia matki szumiała

jak Morze Czarne.

Noc.

Dopala się nafta w lampce.

Lamentuje nad uchem komar.

Może to ty, matko, na niebie

jesteś tymi gwiazdami kilkoma?

Konstanty Ildefons Gałczyński, „Spotkanie z matką”

Twoje ręce – mamusiu

Dobre jak szafirek po deszczu

Jak czajki towarzyskie

Przyniosły mnie na świat

Kołysały

Ustawiały na podłodze

Sadzały na stołku

Mówiły że motyl dzwoni

Że młodych grzybów nie sposób rozeznać

Uczyły trzymać łyżkę, by nie trafiała do ucha

Rozróżniać klon od jaworu

Prowadziły przy oknie po ciemku …

ks. Jan Twardowski, „Ręce Matki”


Co o nich wiemy? Toż nawet imię matki Mickiewicza nie jest wielu rodakom znane. A przecie to one – matki – budowały szlachetny fundament pod gmach sławy synów. I córek. Lilka Pawlikowska-Jasnorzewska w swym wierszu wojennym pełnym tęsknoty wołała: „Serce mojej ojczyzny – Mamo!”.


„Król był wielkim wizjonerem politycznym, wielkim strategiem…

Nic nie może przyćmić sławy zwycięzcy spod Podhajec, Chocimia, Wiednia, najwybitniejszego dowódcy w dziejach Polski nowożytnej, człowieka, z którym żaden z jego podkomendnych hetmanów i wyższych dowódców równać się nie mógł, obok którego w wieku XVII stawiać można tylko Żółkiewskiego. Był mistrzem w stosowaniu różnych rodzajów manewrów, czego najlepszym dowodem prześwietna kampania 1673 roku zakończona pogromem Turków pod Chocimiem i znakomity manewr oskrzydlający Wiedeń w roku 1683.

 

Sobieski był ostatnim zwycięskim wodzem w dziejach dawnej Rzeczypospolitej”.

„Polacy uważają go nie tylko za jednego z największych swych wodzów i królów, ale i za jedną z najwybitniejszych postaci polskiej historii. Sobieski – nasz ostatni wielki król – stał się dla narodu polskiego na zawsze symbolem wielkości i niezależności Polski”.

Zbigniew Wójcik, „Jan Sobieski”

„Król jako wnikliwy polityk działał w poczuciu polskiej racji stanu. Albowiem Polska jako przedmurze zachodniej chrześcijańskiej Europy stała się wielka, potężna i kwitnąca.

Wrogowie Polski byli wrogami Krzyża, Polska obroniła kulturę i wielkość przed barbarzyństwem i despotyzmem. Jan III czuł się przede wszystkim wodzem chrześcijańskiej Europy. Wiara i miłość do ojczyzny stopiły się w nim w jedno”.

Otto Forst de Battaglia, „Jan Sobieski, król Polski”

„Niezwyciężonemu męstwu, okazanemu w najwyższym stopniu w decydującej walce, dzięki któremu zapewniłeś ocalenie – chwałę nieśmiertelną przyznajemy. Imię Twoje, pełne chwały, umieszczone będzie na najchwalebniejszych kartach dziejów Kościoła katolickiego i napełni pamięć wiernych nieprzemijającym dla Ciebie uwielbieniem”.

Papież Innocenty XI do Jana III Sobieskiego po zwycięstwie pod Wiedniem

„Przychodzę tu, aby w imieniu armii złożyć hołd królowi, który był wodzem wielkim i umiał odnosić zwycięstwa”.

Marszałek Józef Piłsudski na Wawelu w 250. rocznicę odsieczy wiedeńskiej



Jan III Sobieski (1629–1696) – koronowany na króla Polski w 1674 roku, genialny strateg, obrońca chrześcijańskiej Europy. Fot. Wikimedia Commons (Muzeum Narodowe w Warszawie)

„Urodził mi się syn Jan, roku 1629 dnia 17 sierpnia, między godziną czternastą a piętnastą w piątek, ostatniego dnia miesiąca, a nazajutrz nów nastał, w Olesku”.

„Urodziłem się w Olesku, Zamku na wysokiej górze. (…) Podczas mego urodzenia pioruny biły bardzo (…). Tatarowie też podpadli w tenże właśnie czas pod Zamek”…

Oto dwa zapisy. Pierwszy – ręką matczyną w dokumencie „Pamięć iakom szła zamąż y iako się moie dzieci rodzili”, podpisany przez Teofilę z Daniłłowiczów Sobieską. Drugi – jej syna Jana, w życiorysie spisanym już wówczas, gdy wchodził do historii Rzeczypospolitej jako król Jan III.

W tejże autobiografii powiada z dumą zwycięzca spod Wiednia, iż „ex linea materna (z linii matczynej) pradziad móy, Stanisław Żółkiewski (…) monarchią moskiewską całą (…) królowi Zygmuntowi podbił, Stolicę ze wszystkiemi skarbami odebrał, a Cara samego z bratem iego na Seymie w Warszawie pod nogi królowi rzucał…”.

O Reginie z Herburtów Żółkiewskiej, prababce swej, powie król: „godna naprawdę tego tytułu, że kiedyś była żoną hetmańską…”.

Blask chwały wielkiego hetmana padł na młodziutkie lata hetmańskiej wnuki –Teofili Daniłłowiczówny. Najlepszym obrazem, na którym widnieje macierz przyszłego króla, sportretowana z wyobraźni, jest szkic Eljasza-Radzikowskiego. Oto młoda kobieta ogarnia dłońmi dwóch chłopaczków, odzianych w kontusze, z odkrytymi głowami i z przypasanymi szabelkami. Stoją przed potężnym sarkofagiem w Żółkwi, kryjącym prochy Stanisława Żółkiewskiego. Teofila z Daniłłowiczów Sobieska i jej dwaj synowie – najstarszy, pierworodny Marek, i młodszy Jan. Inspiracją tego wizerunku był niewątpliwie zapis samego króla: Rodzice „wprawowali nas za młodu abyśmy nie byli degeneres (odrodnymi) od przodków swych, wystawując nam na oczy, ieszcze w dziecinnym będącym wieku, wielką sławę ich, ochotę y odwagi (…). Kazawszy nas zaraz z obiecadłem (abecadłem) tego wiersza uczyć z nagrobku pradziada naszego: «O quam dulce et decorum pro patria mori!…» (O jak słodko i chwalebnie jest umrzeć za ojczyznę!)”. Ale na owym pomniku z czerwonego marmuru w sławnej farze Żółkiewskiej, zbudowanej przez hetmana, gdzie spocząć miał zamordowany przez Turków wraz ze swym synem, zmarłym z ran po cecorskiej bitwie, był jeszcze jeden napis. Proroczy: „Niech mściciel z kości naszych powstanie!”.

Służba Rzeczypospolitej

Matka króla Jana III opowiadała dzieciom legendy z żywota swego wielkiego dziada… Gdy Staś Żółkiewski „był jeszcze dzieciną u piersi swej mamki”, zostawiła ona chłopaczka „na trawie w srogim upale słonecznym”, a gdy przerażona matka przybiegła – ujrzała potężnego ptaka, który – rozpiąwszy skrzydła – osłaniał dziecko od żaru…

Opowiadała o wspaniałym ślubie protektora młodego Stanisława – Jana Zamoyskiego, hetmana i kanclerza, który żenił się na Wawelu z bratanicą króla Stefana Batorego. 12 czerwca 1583 roku ulicami Krakowa wił się czarodziejski korowód rycerzy i antycznych bóstw… Śliczną Dianą, boginią łowów, otoczoną nimfami, chartami, jeleniami – był… Stanisław Żółkiewski.

Drobny, szczupły, nader urodziwy…

W roku 1589 liczący sobie latek 42 Stanisław Żółkiewski poślubia młodszą o dziewiętnaście lat 23-letnią pannę Reginę Herburtównę. Pan młody od roku dzierży buławę hetmana polnego (którego dziś nazwalibyśmy wiceministrem obrony narodowej) odpowiedzialnego za bezpieczeństwo kresów.

W „Obrazkach z życia znakomitych Polaków i Polek XVII wieku” – czytamy romantyczną opowieść o zaślubinach państwa Żółkiewskich. Panna młoda w bieli i błękicie, z wieńcem lilii na rozpuszczonych włosach, przełamuje się chlebem z najstarszym kmieciem i wysłuchuje życzeń od niewiast: – Bądź pracowitą jak pszczoła! Niech Bóg nie skąpi ci szczęścia! Niech kwiatami ściele drogę twego życia…

I gościńcem usłanym płatkami róż państwo młodzi jadą ku domostwu swemu…

Takie to fantazyje wypisywano, niestety, żaden dokument relacjonujący śluby bohaterek tego rozdziału nie przetrwał.

Małżeństwo Reginy i Stanisława Żółkiewskich było szczęśliwe i pobłogosławione dziatwą udaną, choć mieli dzieci zaledwie troje – na owe czasy to bardzo niewiele. Córkę najstarszą – Zofię (która zasłynie niezwykłą urodą, zostanie żoną wojewody ruskiego Jana Daniłłowicza i babką króla Jana III Sobieskiego), syna Jana (o którym ojciec hetman napisze, iż chciałby w nim widzieć człowieka „cnotliwego, bogobojnego, dobrego rozsądku, a do tego życzyłbym sobie, żeby był rycerski człowiek”) i córkę Katarzynę (żonę podkomendnego hetmana Stanisława Koniecpolskiego, która umrze przy porodzie, mając niespełna lat 20; co było niestety nader częstym losem kobiet tamtych czasów).

Jan Żółkiewski – imiennik wielkiego hetmana Zamoyskiego – był uczniem sławnej Akademii Zamoyskiej. Ojciec – samouk, który znał wspaniale literaturę polską, czytał dzieła Horacego, Cycerona, Wergiliusza, studiował pamiętniki Juliusza Cezara, woził na bitewne pola dzieła Tacyta i jego słowa zwykł cytować towarzyszom broni: „Nadzieja w męstwie, ratunek w zwycięstwie” – wysyłając jedynaka do Akademii Zamoyskiej, przykazywał: „Młodsze swe lata naukami poleruj, nie daj się nikomu w młodości twojej od tego odwodzić. Mnie wierz – z nauki wielka podpora i wielki ratunek do godności, do służby Rzeczypospolitej, do wszelkiego uczciwego życia mieć będziesz. Nie mów, jak wielu z nich: nie mam chęci do nauki. W twojej mocy ta chęć. Każdy, kto chce, może ją mieć”. Uczył syna miłości ojczyzny: „Królowi polskiemu, panu swemu wiernie służ i Rzeczypospolitej, ojczyźnie twej, dla dostojeństwa, dla sławy króla, pana swego. Dla dobra Rzeczypospolitej krwi i zdrowia nie żałuj!”. Wpajał mu też pobożność: „Wiarę świętą chrześcijańską, powszechną, mocno i statecznie trzymaj. Dla niej krwi rozlać i żywota położyć nie żałuj! Odpłata u P. Boga za to, kto dobrą chęcią, dobrym sercem służy Rzplitej! (…) nuż jeszcze dla wiary świętej trafi się okazja położyć żywot, i u ludzi sławno, i u Boga odpłatno!”. Nie przewidział hetman, jak boleśnie się te słowa sprawdzą…

Nad kształtowaniem jedynaka czuwała też matka – Regina. Gdy po ukończeniu Akademii Jan Żółkiewski został w 1609 roku wysłany do obozu polskiego pod Smoleńsk, by zdobyć wiedzę żołnierską, i napisał do matki, że chciałby jednak dalej się kształcić, pani Regina tak skomentowała tę prośbę: „A to pisze syn, żebym Jegomości (czyli ojca hetmana) prosiła, żeby się mógł na nauki wrócić, widzę, że mu się już wojna uprzykrzyła, nie ganię mu tego przeto, ale nie wadzi się mu jeszcze pocierpieć nędzę, a potym umiał swego szanować, jeśli będzie miał co kiedy”. Wreszcie uznała, że należy zezwolić na powrót syna: „Nauka jest bardzo potrzebna i widząc, jakie wojska i dzieła rycerskie, może się czego nauczyć, i samam do tego skłonna, żeby się już zaś wrócił po jakim czasie do nauki”.

Badacze naszej historii, oszczędni w pochwałach, o Reginie Żółkiewskiej piszą: „była kobietą dobrą, szlachetną i uczynną, gotową do wszelkich poświęceń dla rodziny, bardzo obowiązkową. Kochała męża, starała się, wedle jej słów w liście do krewniaka Tomasza Zamoyskiego, syna hetmana Jana, „żeby panu małżonkowi swemu usłużyła jako najpilniej tak w duchowych posługach, gdyż siła ma świadków w kościele bożym, kapłanów i ubogich, którzy mi pomagali zań Pana Boga prosić, także i w domowych posługach, abym go żałowała i w gospodarstwie (zastępowała), jednak nie z uciskiem poddanych”. Żona wielkiego hetmana „łączyła siłę woli męskiej z rozumem prawdziwej matrony polskiej”. Ofiarowując potężne kwoty na kolegiatę w Żółkwi, zalecała dobór godnej młodzieży na przyszłych kapłanów, sama rozpatrywała wyroki sądowe, wyrzucała z miasta tych, którzy dopuszczali się czynów niemoralnych…

Pisał do żony hetman: „Domowe rzeczy o sprzętach, o dochodach tobie lepiej niźli mnie są wiadome, bom swe myśli w sprawach Rzeczypospolitej utopił, swoich zaniedbawszy”.

W testamencie Reginy czytamy westchnienie: „Nie małych frasunków użyłam w niebytności jego, kiedy na miejsca wojenne i niebezpieczne częstokroć odjeżdżał i po dwie lecie bez małego czasu go nie widziała”. Udręczona ciągłą nieobecnością męża, wzdycha: „Bardziej bym życzyła, aby Jegomości bardziej uprzykrzyła ta wojna, żeby jej już zaniechał”. Ale Stanisław Żółkiewski od roku 1569 dowodzi całym wojskiem koronnym. 8 października 1610 roku stanął na Kremlu, a w rok potem – 29 października 1611 – wiódł do niewoli ulicami Warszawy cara Wasyla Szujskiego i jego braci, ustrojonych w złociste szaty i srebrne lisy…

Na Zamku Królewskim car rosyjski, dotykając ręką posadzki i czołem bijąc, składał hołd królowi polskiemu… O tej chwili z dumą będzie pisał prawnuk hetmana – król Jan III Sobieski.

Wybitny historyk z XIX stulecia – Tadeusz Korzon – autor dzieła „Dole i niedole Jana III Sobieskiego” – powiada, iż: „W linii macierzystej rodowód opierał się o Żółkiewskiego, najszlachetniejszego i najmędrszego z Polaków, jacy żyli w ciągu dwóch z górą stuleci, od czasów Zygmunta Augusta aż do Kościuszki”.

Ostry i kąśliwy w sądach Boy-Żeleński nazywa hetmana „jedną z najwspanialszych postaci naszych dziejów”.

Wielki prawnuk wylicza z dumą zwycięskie bitwy wielkiego pradziada – ze Szwedami, Kozakami, Tatarami, Moskalami… Także ze zbuntowanymi przeciw królowi Zygmuntowi III magnatami, kiedy miał odwagę powiedzieć monarsze: – Oszczędzaj krew obywateli! – I czynił wszystko, by doprowadzić do zgody.

Czterokrotnie był marszałkiem sejmu, gdzie – jak to u nas – (wedle relacji współczesnych) „gdy usiłował godzić zwaśnionych, każde umiarkowańsze zdanie przyjmowane było wrzaskiem”.

Powiedział (wiosną 1607): „W tem zamieszaniu Rzeczypospolitej, nie widzę innego sposobu uspokojenia i pogodzenia – jeno sejm, którego powaga u przodków była w wielkim poważaniu i wszystkie prawa i wolności na nim sobie stanowili.

Tymże sejmem co złego jest w ojczyźnie, co z prawa i porządku domowego upadło – należy naprawić. Począć od tego, co jest nagłe, co dolega ojczyźnie i uraża animusze braci – a już droga jest utorowana…”.

Cechowały hetmana – obok niezwykłej odwagi – prawdomówność, tolerancja, cierpliwość. Nazwano go miłośnikiem wolności, nieprzyjacielem samowoli… Pisał w testamencie z 1614 r.: „Cokolwiek mam, wszystko na służbę JKM i Rzplitej obracam, wszystkie oszczędności, majątek nabyty przez przodków nie szczędzę na ratunek ojczyzny i częstokroć ją wspomagam”. Zwracając się do syna, stwierdził: „Nie zostawiam ci włości i majętności wielkich, wszystkom obracał na służbę Rzeczypospolitej”.

 

Od 1618 ma godność hetmana wielkiego koronnego, jest pierwszym po królu. Budzi to zawiść, niechęć…

Wyruszając na nową wojenną wyprawę przeciw Turkom i Tatarom, pisze 26 sierpnia 1620 gorzki list do króla Zygmunta III: „Przedsięwziąłem (wyprawę) w tej Rzeczypospolitej zrzędnej, krnąbrnej (…). Toć i prywata męczyła się obmowami, obniżaniem zasługi, przy sposobności i mnie niewinnie urągano. (…) nieszczęścia Rzeczypospolitej nie chcę przeżyć. (…) rad żywota położę dla wiary świętej, dla służby WKM, dla Rzeczypospolitej (…), choć tu od niej za wiele prac, za trudy i odwagi zamiast wdzięczności wielkiem ponosił obelgi”.

Z Żółkwi pisała 5 lipca roku 1620 Regina Żółkiewska do Tomasza Zamoyskiego, krewniaka i przyjaciela, syna Jana, jeszcze żartobliwie przestrzegając, iż „ze szklenicami a białymi głowami trzeba pomału jeździć i szanować dla spólnych pociech i błogosławieństwa bożego…”, ale anonsując, iż „Jegomość” (czyli sam hetman) „daje znać Mci o niebezpieczeństwach, które zachodzą Kościół Boży i Ojczyznę. (…) My Pana Boga prosić będziemy, aby raczył pofortunić”… Nie pofortunił.

„Bóg czuwać będzie nad nami”

Wśród największych skarbów rodzinnych przechowywano ów przesławny i jakże piękny list hetmana do żony Reginy, pisany 6 października 1620 roku, w wigilię śmierci, w obozie pod Cecorą, a podpisany: „do zgonu kochający małżonek i ojciec Stanisław Żółkiewski, hetman wielki koronny”. „Miłościwa jejmość pani, a małżonko ma sercem ukochana i wieczyście miła! (…) odebrałem pisanie waszej miłości mojej sercem ukochanej i wieczyście miłej małżonki, toż pociechę słówek kilku, a kto wie, może być że i ostatnie pożegnanie.

Jam pewien, że wasza miłość ukochana i miła małżonka czytając to moje pisanie, nie będzie żalić starca i sił mych, a chociażby i życia dla obrony Rzeczypospolitej i chrześcijan.

Toż to pociecha sercu memu (…). Przetoż nie turbuj się najukochańsza małżonko, Bóg czuwać będzie nad nami, a chociażbym i poległ, toż ja stary i na usługi Rzeczypospolitej już nie zdatny, a pan Bóg wszechmocny da, że i syn nasz, miecz po ojcu wziąwszy, na karkach pohan zaprawi i pomści się krwie ojca swego.

Na wypadek zalecam waszej miłości najukochańszej małżonce miłość dla dziatek, pamięć na me zwłoki, bo je styrałem ku usłudze Rzeczypospolitej (…).

(…) co pan Bóg chce z swej łaski dać, niech się stanie, a wola jego święta będzie nam miłościwa do ostatka życia naszego”.

W testamencie pisał: „Życzę pewnie sobie śmierci tak słodkiej dla wiary świętej, dla ojczyzny, ale nie wiem, jeślim tej łaski od P. Boga godzien…”.

Okazał się godzien. Zginął pod Cecorą, odrzucając szansę ratunku, mówiąc: „Gdzie owce giną, tam powinien i pasterz…”.

Jego ciało z odciętą prawicą udało się wysłannikom żony przewieźć do Żółkwi. Głowę hetmana z głęboką raną skroni dowódca oddziałów tureckich ofiarował sułtanowi…

Syn hetmana – Jan Żółkiewski – ciężko ranny dostał się do niewoli.

Za bajońską sumę Regina z Herburtów Żółkiewska wykupiła głowę męża i odzyskała syna.

Nie zdołał pomścić krwi ojca. Zmarł z ran w 1623 roku. Miał lat 32.

Postać Żółkiewskiego uczcił Stefan Żeromski niezwykłym rapsodem „Duma o hetmanie”.

Jest tam scena, gdy syn Jan przedziera się ku namiotowi ojca.

„Zdyszani, strudzeni, ramiony się na moment objęli. Głowami do się przypadli.

Strzały kończyste tatarskie wielekroć przebodły ciało synowskie w tej bitwie. (…) Powiódł hetman drżącymi palcami po twarzy młodej. W ciemności przebadał dłońmi grube guzy i rany rozdarte, jeszcze krew mokrą sączące (…).

Prosili go towarzysze, żeby na koń siadł i uchodził. Konia syn mu przywiódł. W milczeniu odtrącił strzemię – przydając, że miło mu będzie razem z takimi umierać. (…)

(…) runęła wielka wojsk fala. Zawyją w szaleństwie radości Tatarzy. Ujrzy hetman w łykach syna jedynego, jak go na uździenicy konie wleką po ziemi. (…)

Ciosy w boju padają (…). Padło walczące ramię, co sławy polskiej nie puściło z dłoni…”.

Wzruszająco położył Żeromski dedykację na „Dumie” – „Synowi swemu Adamowi”. Złotemu skautowi, któremu marzyła się polska sława…

W komnacie hetmana – jeszcze sto lat po jego śmierci można było widzieć wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej, pod którym płonęła wieczna lampka, płaszcz hetmański – porąbany i skrwawiony, miecz z rękojeścią klejnotami zdobiony i hetmańską buławę… W farze zbudowanej przez hetmana Żółkiewskiego w 1604 roku w Żółkwi – gzymsy zdobione były orłami polskimi. W każdy piątek odprawiała się uroczysta msza z fundacji hetmanowej. Stał katafalk okryty białym giezłem i suknem czerwonym. Płonęły białe i czerwone świece.

W testamencie hetman pisał: „Niech będę pochowany w grobie ojcowskim, a bez pompy, bez onych koni, kirysów. Jednak jeślibym w potrzebie umarł, zamiast aksamitu czarnego, który znaczy żałobę, niech trumna przykryta będzie szkarłatem na znak wylania krwi dla Rzeczypospolitej, a to nie dla chluby żadnej lecz dla pamiątki i pobudki drugich do cnoty i nieszanowania się dla ojczyzny. A jeżeli gdzie w Wołoszech albo gdzie za granicą śmierć P. Bóg przysłał, tamże pogrześć grzeszne ciało moje, a na tym miejscu mogiłę wysoką wznieść. Nie dla ambicji jakiej tak mieć chcę, ale żeby grób mój był kopcem Rzeczypospolitej granic”.

Napisał o swym wielkim pradziadzie wielki król – Jan III Sobieski: „Umarł tedy na placu honoru, jako imperatorowi należy. Skropił krwią swoją pola wołoskie, czego dotąd trwa pamięć na słupie marmurowym, który i po dziś dzień łzami tameczne chrześciańskie skrapiają narody”.

„Kołacz mężatkom”

Zofia z Żółkiewskich – najstarsza córka hetmana – poślubiła w 1605 roku, licząc lat 15, sławnego zagończyka strażującego na szlakach Podola, wsławionego w walkach z Tatarami i Kozakami, podkomendnego ojca, podczaszego koronnego, potem kasztelana lwowskiego i wojewodę ruskiego – Jana Daniłłowicza. (Przy okazji wspomnę, że nazwisko to występuje różnie i to w opracowaniach naukowych. „Polski Słownik Biograficzny” – jedno „ł”; referaty i rozprawy – dwa „ł”; i tę drugą wersję przyjmuję, żałując niezmiennie, żem nie studiowała historii, co palec losu wskazywał, dwakroć odrzuciwszy mnie ze studiów dziennikarskich, jakże nędznych!).

Panna Zofia Żółkiewska – po śmierci jedynego brata Jana – stała się posiadaczką olbrzymiej fortuny. Będąc panią na Olesku i Żółkwi rządziła miastami i 50 wsiami żelazną, nie „mdłej białogłowy” ręką, tak jak jej matka, Regina, „broniła ukrzywdzonych i każdemu sprawiedliwość wymierzać nakazywała”. W jej to zamczysku na szczycie samotnej góry, w owej typowej strażnicy Rusi Czerwonej, urodził się przy błyskawicach i piorunach Jan Sobieski. Wymierzała kary za przestępstwa – pomysłowo – pokutą publiczną. Zabójca musiał iść za trumną ofiary, wołając: „Zabiłem niewinnego człowieka, bliźniego mego”. Kto „szpetnie wymyślał” – pod ławą odszczekiwał w łańcuchu na szyi. Szewcowi oskarżonemu za bluźnierstwo Zofia darowała życie, ale musiał tydzień w kajdanach z Tatarami siedzieć…

Urodziła czworo dzieci. Utraciła w dziecięctwie syna, ochrzczonego imieniem ojca i zmarłego z ran wuja – Jan. Pozostałe latorośle hodowały się dobrze i zapowiadały pociechę.

A więc – syn, który otrzymał hetmańskie imię dziada, Stanisław, pilny student zagranicznych uniwersytetów, w ojczyźnie dzielny żołnierz.

A więc – córka Dorota, zakonnica klasztoru benedyktynek we Lwowie, ciesząca się opinią świątobliwej, statecznej, mądrej. Została ksienią, sprawowała tę funkcję prawie pół wieku, godnie i energicznie pomnażając dobra klasztorne, jak przystało na wnuczkę Reginy i córkę Zofii.

A więc – Zofia Teofila, zwana tylko drugim imieniem – przyszła macierz królewska. Wzrastała w atmosferze typowej dla wielkich rodów kresowych: walki, śmierci, wiecznej nieobecności mężczyzn w domu, odpowiedzialności kobiet za losy fortuny, poddanych, dzieci.

W epoce młodości i dorastania Teofili średnio wiodło się pannom, całkowicie uzależnionym od woli rodziców, znacznie lepiej mężatkom, wyśmienicie – wdowom, a fatalnie kobietom u schyłku ich dni, czyli „babom”. Mówi o tym znamienny wierszyk z tamtego XVII wieku:

Pannom chleb, kołacz mężatkom, marcypan wdowom, a gryzówki babom,

Pannom syr, mleko mężatkom, śmietana wdowom, a serwatka babom,

Pannom jabłka, gruszki mężatkom, pomarańcze wdowom, leśne jabłka babom,

Pannom miód, wino mężatkom, małmazyja wdowom, a pomyje babom,

Pannom wóz, rydwan mężatkom, karoca wdowom, a taki babom,

Pannom świat, a Raj mężatkom, Niebiosa wdowom, a piekło babom.

Czekała niecierpliwie na te mężatkowskie kołacze…

Nazywano ją w panieńskich latach Tosią. Swego przyszłego męża ujrzała i usłyszała być może Teofila Daniłłowiczówna po raz pierwszy w scenerii niezwykłej.

Jakub Sobieski, przyjaciel jej brata, rodem ze Złoczowa – ledwo jeden dzień jazdy od Żółkwi położonego – przybył, by wygłosić wspaniałą mowę na pogrzebie jej dziada – hetmana Żółkiewskiego. Panna Tosia była wówczas ładniutkim podlotkiem, a on?

Peregrynacja po Europie z błękitną pończoszką królewny

Autor „Herbów rycerstwa polskiego” – Bartosz Paprocki – o protoplastach rodu Sobieskich powiada tylko: „dom w lubelskim województwie starodawny”. Herbu Janina z tarczą w polu czerwonym.

Król Jan III Sobieski w swej autobiografii spisywanej na prośbę nuncjusza papieskiego, a szczęśliwie opublikowanej w bezcennej pracy Franciszka Kluczyckiego „Pisma do wieku i spraw Jana Sobieskiego” napomyka, co prawda, o praźródłach rodu sięgających XIII wieku, ale zdając sobie sprawę z ich nikłej wartości historycznej, zapewnia: „chcę tylko wspomnieć tych, co ziemie pogańskie skropili krwią swoją” – a wśród nich – „jednego tylko wspomnę dziada mego Marka Sobieskiego…”.

W rozprawie „Tradycje wojskowe rodu Sobieskich” Jan Wimmer tak pisze o dziadzie króla: „Marek Sobieski, urodzony ok. 1549/50 r., był dworzaninem Stefana Batorego i wystawiwszy poczet husarski, na jego czele brał udział we wszystkich kampaniach batoriańskich, walcząc w szeregach chorągwi nadwornej… Niepospolitej siły i odwagi…”. Ranny, w zbroi i z bronią, przepłynął Wisłę pod Tczewem. Jego sławę ugruntowały bitwy Batorego z Moskwą – pod Pskowem i Wielkimi Łukami – a król mawiał o tym świetnym szermierzu, że „gdyby całego królestwa fortuna od jednego pojedynku zawisła – powierzyłby jej los Markowi Sobieskiemu”… To on położył podwaliny pod fortunę rodu.

Купите 3 книги одновременно и выберите четвёртую в подарок!

Чтобы воспользоваться акцией, добавьте нужные книги в корзину. Сделать это можно на странице каждой книги, либо в общем списке:

  1. Нажмите на многоточие
    рядом с книгой
  2. Выберите пункт
    «Добавить в корзину»